SKAŁKI - 2010

Ze Skałek widać nasze bloki po przeciwnej stronie Wawelu  -  balon i my

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

      

 

CZWARTEK 14 STYCZNIA

 

Las, śnieg i narty.

 

Drzewa teraz ciemniejsze, bo na białym tle. W tym kolorze szczególnie brzozom do twarzy. Polana jak stół wigilijny przykryta obrusem śniegu. W słońcu przyprószona diamentowym pyłem i nieskończonością szaro-białych odcieni. A wszystko nowe.

 

Długo szukałem winorośli. Zostało z niej tylko cienkie pnącze ukryte pośród gałęzi krzewu, który służy jej za podpórkę. Gdzież jej palczaste, wielkie liście? Gdzie granat winogronowy? Odszedłem ze smakiem w ustach, który się nie zmienił.

 

Gdy las zimą taki inny, to być w nim także trzeba inaczej. Sunę w dół wśród pagórków, gdzie nikt jeszcze nie był, tylko ślady zająca albo czarnej wiewiórki. Uciekają drzewa.

 

Jeśli jest nam dane zakosztować, jak to jest w innym świecie być aniołem, to w lesie, zimą na nartach.

 

-----------------------

WTOREK 9 LUTEGO

 

W Skałkach jest siedem różnych jaskiń. Największa z nich to Grota (Jaskinia) Twardowskiego (500 m). Można do niej wejść, usiąść i przekonać się jak mieszkano kiedyś a następnie wrócić do domu i przeżyć kulturowy szok.

 

Niedaleko stąd, w pieczarach Nad Galoską (18 m) i Na Gołąbcu (25 m), człowiek mieszkał już 120 tysięcy (!) lat temu. Droga z jaskini do naszych domów trwała tysiące lat. Teraz przechodzę ją w 20 minut. Niewyobrażalny bezmiar czasu zamieniam na niecałe 2 kilometry przestrzeni.

 

Są języki, w których w ogóle nie ma formy czasu a jest on opisywany tylko przestrzennie. Podobnie jak i my mówimy, że święta się "zbliżają".  (Ale gdzie są teraz te święta, które dopiero "nadejdą"? Albo gdzie jest to, co działo się przed chwilą?)

 

Czas nie ma prawie żadnych właściwości. Nie można go zobaczyć czy dotknąć, nie ma smaku ani zapachu. Jedną właściwość ma na pewno: kierunek. Postrzegamy go jako ruchomy punkt, albo jako linię, na której to co było, jest za nami a przyszłość widzimy przed sobą. Na co dzień jednak, tak jak grotę zamieniliśmy w wygodne mieszkanie, podobnie udomowiliśmy ten naturalny czas.

 

Najpierw trzeba było nadać imiona poszczególnym dniom. Następnie połączyć je w tygodnie, miesiące, lata i wieki.

 

------------------------

NIEDZIELA 14 LUTEGO

 

W ten sposób dni zostały wyzwolone spod władzy słońca i księżyca. Można je oznaczać liczbami i nadawać im dowolne znaczenie. Dzielić, mierzyć i wypełniać ich czas działaniem. A także nie działać. Nie-dziela to czas, który ma swój sens bez naszego krzątania.

 

Przypisanie dni liczbom, które przecież nie mają końca, pozwala dostrzec nieskończoność czasu. Innym naszym sposobem na dotknięcie wieczności jest ciągłe powtarzanie tego samego dnia. Tak zatrzymujemy czas niedzieli. Jest to czas święty, bo przez powtarzanie trwa wiecznie taki sam.

 

Nie było i nie będzie dnia ważniejszego. W tym dniu (ros.woskriesienie) została pokonana ohyda tej Ziemi, śmierć. Dlatego ten dzień nie potrzebuje żadnego innego sensu. Tego dnia nie wolno zaśmiecać czymkolwiek jeśli chcemy, by jego właściwy sens trwał.

 

PS.

Przeszłość - to jest dziś, tylko cokolwiek dalej.

                                                                      C. K. Norwid

 

----------------------

SOBOTA 6 MARCA

 

W Skałkach, podczas wojny, tam gdzie dziś jest Zalew,

w kamieniołomie pracował Karol Wojtyła. Kilka zdań wyjętych z jego poematu:

 

Słuchaj, kiedy stuk młotów miarowy...

Przecież nie tylko ręce opadają ciężarem młota...

Dłonie są krajobrazem serca...

 

Kamienie mają krawędzie ostre jak noże...

Słońce, lipcowe słońce. W kamieniach biały pożar...

 

Tory kolejki, kilofy i w górze nad nami płot...

- tam kilofy rozrzucone na torze...

 

Wagonik ginie w kwiatach...

I znów zostaje milczenie między sercem, kamieniem i drzewem...                                                 

                                               Kamieniołom 1956

 

-----------------------------------

ŚRODA 10 MARCA

 

Jaskinia Twardowskiego a w niej dziesiątki niedopalonych świec. Wieczór przy świecach? Gdy jednak oczy przywykły do ciemności, zobaczyłem, że świece są z lodu i na każdą ze sklepienia kapie woda.

 

 

Wbite w ziemię sople? Być może te baryłki lodu, tak jak śryż, mają swoją własną nazwę. "Sople" pochodzą od "sapania". Przeziębione dziecko, z wiszącym soplem u nosa i jego ciężki oddech stworzyły to słowo, które tu jest zupełnie nie na miejscu.

 

A gdyby tak przyjść do tej groty wieczorem i zapalić prawdziwe świece pomiędzy lodowymi?

 

PS. Te zamarznięte nacieki na dnie jaskini, nazywają się stalagmitami lodowymi. W Słowacji jest Jaskinia Dobszyńska, w której pokrywa lodowa sięga 26,5 m grubości. Występują w niej także lodospady.

 

-----------------------

SOBOTA 13 MARCA

 

Leżała na skraju ścieżki. Z daleka widać było tylko szary, puszysty ogon. Wychudła, z białą plamą na brzuchu. Łapki miała złożone jak wtedy, gdy trzymała w nich orzecha. Widywałem ją nieraz jak biegła przez drogę, buszowała w krzakach, albo obejmując pień drzewa, zaciekawiona patrzyła z góry.

 

Martwa wiewiórka.

 

---------------------

ŚRODA 17 MARCA

 

Z mojego okna widać Skałki Twardowskiego a właściwie górną część ściany, jednego z dwóch wielkich uskoków. Drugi wznosi się od północnej strony, nad Wisłą.

 

Skałki nazwano imieniem krakowskiego czarnoksiężnika, który miał tutaj swoją szkołę magii. Eksplozja w niej spowodowała, że powstało to wzniesienie.

 

W samym centrum znajduje się kamieniołom. W roku 1990 wypełniony wodą utworzył, połączone przesmykiem, dwa jeziorka. Ich ściany przekraczają wysokość 40 metrów.

 

Te wapienne skały powstały ponad 200 mln lat temu (Jura) na dnie morza, ze szkieletów, podobnych do raf, organizmów. Używa się ich do produkcji wapna i cementu. Jest z nich zbudowana Brama Floriańska i maszkarony w Sukiennicach. Na nich stoi Wawel, klasztor tyniecki, zamki na szlaku Orlich Gniazd i my ponieważ nasze kości są zbudowane z fosforanu wapnia.

 

.............................

PS. Przy drodze wiodącej do Skałek od strony północnej, postawiono tablicę informacyjną. Wypisałem z niej kilkanaście niezrozumiałych słów i poprosiłem o wyjaśnienie Ewę, która przez 4 lata studiowała geologię:

 

Platforma abrazyjna, turon, miąższość ławic, słabo zwięzłe, konkrecje, nieuławicone, szelfowe, facje, mikrobialno-gąbkowe, osady stokowe, drążenia jeżowców, wciski, zdolomityzowane, w diogenezie, latyfikacja, epigenetyczne, powierzchnie ciosowe, strefy przyuskokowe w przystropowych partiach.

 

Są tam też takie zdania:

Nieuławicone wapienie skaliste...charakteryzują się brakiem uławicenia...

 

Utwory epigenetyczne nie są związane z określoną facją wapieni i wydają się preferować strefy przyuskokowe w przystropowych partiach osadów jurajskich.

 

A ja, na tablicy informacyjnej, wydaję się preferować  bardziej przystępny język.

 

------------------------------

PONIEDZIAŁEK 22 MARCA

 

Dziś w Skałkach na pagórku po przeciwnej stronie ściany alpinistów,  zakwitł  pierwszy kwiat. Pięciornik wiosenny, jeden spośród 30 występujących u nas gatunków. Kwitnie od marca do maja. Polecany jest na skalniak, lub jako roślina okrywająca zbocze.

 

 

Nad Wisłą, na początku marca, pierwszy zakwitał malutki, niebieski przetacznik.

 

------------------------

WTOREK 23 MARCA

 

W lesie na polanie leżał wielki, wapienny kamień. Wyglądał jakby przez długi czas leżał obok korzeni drzew, albo jak rzeźba Henry Moore'a z okrągłymi prześwitami. Nagle zniknął. Gdy po kilku dniach pojawił się przy ścieżce, jeden bok miał ociosany i tam wmurowano mosiężną tablicę z napisem: ALEJA ELVISA PRESLEYA. Podobny, tylko bardziej kiczowaty, z wyrzeźbioną głową przypominającą piosenkarza, we wgłębieniu zalanym żółtym, zastygłym kisielem, stoi już od dawna przy wejściu do lasu.

 

Po drugiej stronie polany widać grób. Zardzewiały krzyż, kopiec ogrodzony deseczkami z dykty, zamiast tablicy, kawałek białych drzwi wbitych w ziemię a na nich kartka papieru:

 

                        Helena Patynowa

                             (Patyna)

                          Nauczycielka

     Zastrzelona w tym miejscu przez patrol niemiecki

     w dniu 08.08.1944 roku.

     2008  Były uczeń J. M. Jankowski

 

 Na grobie sztuczne kwiaty i kilka wypalonych zniczy.

 

-------------------------

WTOREK 13 KWIETNIA

 

Moje myśli to nie rzeczywistość. Po latach myślenia ja to już wiem. Z zamkniętymi oczami dałbym sobie radę ze wszystkim co konieczne, by żyć. Ale przecież nie o to chodzi.

To potrafią kwiaty, gołębie i nawet delikatna ropucha, którą wczoraj spotkałem na leśnej ścieżce. Na mój widok zamarła w bezruchu udając, że jej nie ma. Patrzyła tylko uważnie swoim pozłacanym okiem. Nie wiem co widziała. Ona też nic nie wie o moim świecie. Jak niebotycznie daleko musi być dla niej moje sztuczne oko, którym z pomocą dwóch cyferek (0-1), uwieczniłem ją jednym kiwnięciem palca.

 

 

Ale nie chodzi o to co widać, lecz o cały ten ogromny świat, o którym wiem, że jest i nic poza tym. Na przykład Wawel. Stoi niedaleko, na wapiennej skale. Podziwiam go prawie co dzień, ale nawet jedną myślą nie próbuję dotknąć, bo wiem, że to nie będzie to. Mogę zanotować, że królowie, św. Stanisław, dzwon, ślady po Norwidzie i Chopinie a nawet czakram i magnolie, ale przecież nie o to chodzi.

 

Wiele mnie dziwi po powrocie zza morza, ale chyba najbardziej, gdy ktoś swoje myśli bierze za rzeczywistość. I nawet przez myśl mu nie przejdzie, że może być zupełnie inaczej. Przynajmniej nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by mi to powiedział. A przecież widać, że coś się nie zgadza, gdy my nie zgadzamy się z innymi i o tej samej rzeczy mówimy różnie, choć sama rzecz jest jedna. Niektórych to bawi i robią nam z tego cyrk. Inni łączą się w grupy sądząc, że skoro wielu myśli tak samo, to ich myślenie musi być rzeczywiste. Rzecz jest jedna, ale czy nam chodzi o nią, czy tylko o to, by NASZE myślenie było rzeczywiste?

 

Ja nie mam głowy do spraw większych niż dzikie kwiatki i małe ptaki, chociaż ich piękno jest też niepojęte. O wielkich rzeczach boję się myśleć a cóż dopiero mówić. Wystarczy mi, że są. Gdy byłem młody i głupi, tylko o nich pisałem. Ale teraz nie jestem już młody a o głupocie nic nie powiem, bo to też niemała sprawa. Przy rzeczach większych niż moja głowa, a jest ich nieskończenie wiele, wolę zamilknąć a wtedy, być może, one same w swoim czasie powiedzą mi coś o sobie. No tak, ale do tego niezbędna jest trudna choć prosta wiedza, że nasze myśli to nie rzeczywistość.

 

-------------------------

PIĄTEK 30 KWIETNIA

 

 

i znów zakwitły jabłonie

 

--------------------

ŚRODA 23 CZERWCA

 

BURAKI w Skałkach

 

   

               spalona ławka                                wycięte drzewa

 

 

 

---------------------

SOBOTA 31 LIPCA 

 

ZE SKAŁEK           

"Witajcie - wy, których dni upływają pod sufitem.

Witajcie u mnie, pod Niebem".     

    Edward Redliński - Konopielka                        

 

----------------------------------

CZWARTEK 7 PAŹDZIERNIKA

 

W Skałkach, na polanie obok austriackiego fortu, pani rzucała patyki a mały terier je przynosił. Drugi, większy, stał spokojnie między jej nogami. Pytam skąd taka różnica?

- Bo ten tutaj jest ślepy. 9 lat temu przestał widzieć. Kupiliśmy drugiego, żeby go trochę rozruszał.

 

W Zakopanem wracaliśmy wieczorem znad Czarnego Stawu (nie Polski czy Pod Rysami, tylko Gąsienicowy). Przy mostku nad Chycowym Potokiem siedział piesek. Zarośnięty i brudny. Także terier szkocki .

- Co ty tu robisz tak późno? pytam.

- Nie mów do niego, bo pójdzie za nami, ostrzegła mnie siostra.

 

I rzeczywiście przeszedł z nami nad potokiem. Wyjąłem z plecaka nie zjedzoną kanapkę, łamię a on niecierpliwie staje na tylnych łapach, oblizuje się a ogon jak metronom przy molto vivace. Ktoś go przywiózł i zostawił. Robotnicy z tartaku obok dokarmiali go już od paru tygodni. On nie rozumie, że właściciel się go pozbył. W jego pieskim łebku nie ma możliwości porzucenia, dlatego idzie za każdym i przesiaduje w miejscu, gdzie go zostawiono, bo przecież pan wróci.

 

Jest taka modlitwa, w której pies mówi do swego Stwórcy,

Panie Boże, tylko my dwaj, Ty i ja, rozumiemy co znaczy wierność.

 

-----------------------------

To już jesień

 

w Skałkach też

 

i jeszcze bardziej sześć dni później

 

-----------------------------------

CZWARTEK 14 PAŹDZIERNIKA

 

Dziś nie byłem nastrojony do sprzątania Skałek. Podniosłem tylko pudełko po papierosach rzucone kilka metrów od kosza i woreczek z odchodami psa. Obiecałem też sobie, że przyjdę z workiem i pozbieram butelki po piwie. Zostawili je na skarpie, z której widać Wisłę i Las Wolski.

 

World Wildlife Fund ogłosiła raport o stanie zdrowia i o chorobach naszej planety. Zbadano 2,5 tysiąca gatunków zwierząt. Policzono kto żyje ponad stan. Gdyby to, co może nam dać nasza Ziemia, podzielić równo na każdego, bogate narody ucztują tak, jakby miały kilka Planet. My także nieźle balujemy, zużywamy dwa razy więcej niż się nam należy. Splajtowalibyśmy wszyscy już dawno i byłaby pustynia, ale zabieramy tym, co żyją w skrajnym ubóstwie i nie potrafią korzystać ze swego. Jak długo?

 

Najszybciej zabraknie wody. Już miliard ludzi nie ma dostępu do pitnej.

 

A może potrafimy zapobiec bezmyślnemu zniszczeniu a potem mieć tylko tyle, ile nam potrzeba. Wciąż więcej i więcej, to już nie głupota, to samobójstwo.

 

Natura nie dewastowana potrafi się odrodzić. U nas bobrów przybyło! To dlatego spotkałem je nad Wilgą. A w całej strefie umiarkowanej liczba gatunków w morzu i na lądzie wzrosła aż o jedną trzecią.

 

-----------------------------------

NIEDZIELA 17 PAŹDZIERNIKA

 

Podnosząc w lesie pudełko L&M LINK powtórzyłem to, co dawno zapomniane. W dzieciństwie zbierałem opakowania po papierosach. Jarosław. Mijam kościół Reformatów i nagle obok chodnika wielkie, lekko podłużne, o zaokrąglonych brzegach z bibułką w środku, zamykane jak papierośnica a na wierzchu kolorowe zdjęcie.

 

W całej wsi tylko jeden chłopiec miał kartę zrobioną z tego pudełka.

Przebijała wszystkie inne, Grunwaldy, Dukaty, Mewy, o Sportach czy Mocnych nie wspominając. Belweder! Gdy się spotkają oba, będzie wojna. Nie pamiętam kto wygrał, być może nigdy nie próbowaliśmy grać ze sobą.

 

LINK mimo iż błyszczy srebrem, byłby niżej od Dukatów, bo to jednak tandeta z czarną klepsydrą memento mori. Ucieszyłby mnie wtedy, teraz podniosłem go z obrzydzeniem i wrzuciłem do kosza.

 

----------------------------------------

PONIEDZIAŁEK 25 PAŹDZIERNIKA

 

Ścieżka utkana ze złota.

Złoty kobierzec na ziemi.

Bogactwo na parę dni.

 

 

Tylko akacja niezmiennie zielona.

 

-----------------------------------

PONIEDZIAŁEK 1 LISTOPADA

 

   moja rzeżba na tle Skałek

 

-----------------------

ŚRODA 8 GRUDNIA

 

Po południu wyszło słońce i wyciągnęło mnie w Skałki. W lesie z naprzeciwka wybiegł wielki, kudłaty pies. Zajęty swoim tropem, przeszedł obok nie odrywając nawet nosa od śniegu. Ukazała się też jego pani, zaczerwieniona jak słońce, które ostatnich kresów nieba dochodziło. Mówiła coś do komórki i gdy mnie mijała, usłyszałem:

- być może uda się coś jednak.

 

Czy można pełniej wyrazić niepewność? Mówi o niej każde z tych kilku słów. "Być może", o niewiadomej. Trzeci wyraz, o bezosobowym losie szczęścia, bo nie powiedziała "uda mi się", tylko nie wiadomo komu to się uda. I nie żadne "to", tylko nieokreślone "coś". Dopiero na końcu słabiutka nadzieja w tym "a jednak".

 

To sama esencja naszego działania. Tak wiele jeszcze nie zależy tu od nas. Nie tryskamy pewnością innych narodów. Próbowałem przetłumaczyć ten zwrot na język szwedzki ale to niemożliwe. Tam każde zdanie musi mówić kto? i co? robi. Nawet o śniegu mówią "to śnieży".

 

Ponieważ nie miałem ołówka więc by nie przeinaczyć tego powiedzenia, zapisałem je palcem na wodzie. To najwłaściwsze miejsce dla wielokrotnej niepewności.

 

A jednak tutaj będzie ona trwać.

 

 

 

Poszedłem dalej asfaltową drogą. Po śladach widać, że była odśnieżana. Przy forcie obronnym traktorzysta zamiast pojechać prosto, skręcił na polanę. Tam prowadzi ścieżka wydeptana przez pieszych i nie ma co odśnieżać. Zdarł więc trawnik z pagórków a na samej polanie rył wokół rosnącego na środku drzewa.

 

 

 

Za taką ułańską fantazję należy mu się coś! Zanim osobiście znajdę tego jeźdźca bez głowy, chciałem go jakoś uhonorować i postawiłem mu tam pomnik.

 

 

--------------------------------

PIĄTEK 24 GRUDNIA  

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KONTAKT     CDN 

BLOG NA WIERZBOWEJ 2009 - czerwiec  lipiec  sierpień  wrzesień  październik  listopad  grudzień  2010 - styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień  2011styczeń luty marzec

                    

                     www.antoniorzech.friko.pl                                     

 

 

         SKAŁKI - Zalew - Trzy pory roku