|
...i znów
pod śniegiem
--------------------
WTOREK 4 GRUDNIA
Smutne serce gorse jako
chorość. Pierwej cłeka uśmierci-Sabała
(Smutne serce gorsze niż
choroba. Szybciej człowieka zabije).
-------------------
PIĄTEK 7 GRUDNIA
Życie jest tak
skomplikowane, że wielu zdarzeń nie da się przewidzieć, bo są
przypadkowe. Z pomocą ludzi i różnych instytucji, próbujemy nad tym
wszystkim jakoś zapanować, czyli uzyskać oparcie i kontrolę. W ten sposób, tworzy się ogromna
sieć powiązań. Linkami
są w niej
opowieści - mity, historie, zwyczaje, prawa. To one utrwalają ten układ, ale
tylko na pewien czas, bo on się ciągle zmienia.
Przypomina to lot gołębi. Krążą,
przemieszczając się w stadzie. Każdy z nich kieruje się według najbliższych
sąsiadów. Czasem któryś odpada, bo nikt za nim nie poleciał.
Ale nigdy nie widziałem
zderzenia.
A co z tymi, którzy nie mogą,
albo nie chcą latać jak gołębie? Może należą do stada wróbli, gęsi
domowych, albo nawet co poniektórzy są
jastrzębiami? Niech sobie żyją po swojemu.
Pod niebem miejsca dosyć. Choć czas jest teraz taki, że najlepiej chyba
jednak być
gołębiem.
WIĘCEJ: Harrison C. White,
Tożsamość i kontrola
Wyobraźmy sobie wszystkie
prawa fizyki działające we Wszechświecie, jako wielką siatkę...W tę sieć są
wkomponowane pewne "wolne miejsca" pozostawione na działanie przypadków.
Bez nich cała struktura nie mogłaby funkcjonować. Co więcej, tych
wolnych miejsc jest dokładnie tyle - ani mniej, ani więcej - by cała
struktura mogła funkcjonować skutecznie.
Michał Heller, Filozofia
przypadku
----------------------------
PONIEDZIAŁEK 10 GRUDNIA
Na You Tube można zobaczyć jak działa
sprej
NeverWet.
Po białych tenisówkach spływa woda, czekolada, tłuszcz i nie zostawiają ani
śladu.
Dookoła naszego bloku, któryś
raz z rzędu, trwają wykopki. Robotnicy uszczelniają fundamenty a te ciągle
przeciekają. Smarują beton smołą, okładają styropianem i zasypują gruzem. Za
każdym razem woda i tak przedostaje się do piwnicy. Gdyby mieli ten sprej,
nie byłoby problemu. Nie byłoby też i tych robotników.
Ja użyłbym go najpierw na
balkonie. W sąsiednich domach palą w piecach, więc na szkle i kafelkach
osadza się sadza. Sikorki przylatują do karmnika i zostawiają swoje
pieczątki. Drewniana boazeria naszego bloku czernieje a byłaby jak nowa.
A więc koniec z odkurzaniem,
plamami na ubraniach, w kuchni i bazgrołami na ścianach? Czyżby
człowiek ostatecznie wygrał z brudem i wilgocią?
----------------------
WTOREK 11 GRUDNIA
Musimy przenieść ciężar z
opodatkowania pracy na opodatkowanie konsumpcji. Praca umiera...Kiedyś praca
była obowiązkiem, teraz jest prawem a w przyszłości będzie przywilejem.
Krzysztof Pawiński,
przedsiębiorca od soków Tymbark i Kubuś
------------------------
CZWARTEK 13 GRUDNIA
Ten, kto ma rzetelną
nadzieję, widzi przed sobą przestrzeń otwartą, poprzecinaną
drogami, zapraszającą do ruchu. Zapewne dlatego symbolem człowieka
przenikniętego nadzieją, stał się pielgrzym. Pielgrzymem jest ten, kto
dzięki nadziei czyni właściwy użytek z przestrzeni.
Józef Tischner, Myślenie
według wartości
Ładnie to powiedziane, ale czy
prawdziwe? Szedłem raz w pielgrzymce
z Warszawy do Częstochowy. Droga była
tylko jedna
i to nie ona była najważniejsza, tylko miejsce, do którego
szliśmy. A nadzieja? Trzymała nas na nogach, gdy te odmawiały już
posłuszeństwa.
Pielgrzym, nawet gdy idzie
razem z innymi, zmaga się sam ze sobą. Jeśli chce dojść do
celu, musi wykrzesać z siebie pokłady sił, których istnienia nawet nie
podejrzewał i to go dogłębnie zmienia. Demonstranci zaś, wracają do domów takimi, jakimi
z nich wyszli. Oni nie chcą zmieniać siebie, tylko innych a najlepiej, od razu cały świat.
--------------------
PIATEK 14 GRUDNIA
MITY POLSKIE
wg socjologa Dariusza
Wadowskiego
| |
MITY |
PRZYKŁADY |
|
| |
1-
miejsca i terytorium |
Kresy,
Ziemie Odzyskane |
|
| |
2-
cierpienia i wyzwolenia |
Powstanie Warszawskie |
|
| |
3-
wybraństwa i cywilizacji |
przedmurze chrześcijaństwa
obalenie komunizmu |
|
| |
4-
bohaterskie i heroiczne |
Bitwa pod Grunwaldem
Obrona Częstochowy
|
|
| |
5-
odrodzenia |
pod
rozbiorami, IV RP |
|
| |
6- o
wspólnocie narodowej |
konspiracja, walka o wolność |
|
---------------------
SOBOTA 15 GRUDNIA
Mówi się, że czas, to
pieniądz, ale to nieprawda.
Czas, to coś dużo
bardziej cennego.
Philip Zimbardo, psycholog,
autor "eksperymentu więziennego": studenci mający tylko odgrywać więźniów i
ich strażników, bardzo szybko zmienili się w prawdziwe ofiary
i w prawdziwych
sadystów.
----------------------------
PONIEDZIAŁEK 17 GRUDNIA
Mój wujek mówił, że gdy chce sprawdzić, czy
może jeszcze pić, patrzy na kota i dopóki widzi jednego a nie
dwa takie same, wszystko jest pod kontrolą. Kiedy indziej, sprawdzał, czy idąc
wzdłuż jednej deski w podłodze,
zbacza na sąsiednie? Wtedy czas już było wracać do domu.
Wiele lat później, wymyślono dmuchanie w
balonik.
A teraz, tak jak i wszystko inne,
zastąpił go komputer.
Wystarczy
kliknąć tutaj
w nos
siedzącego faceta. Jeśli nam się nie uda,
lepiej
kieliszek odwrócić do góry dnem.
Przyda się to na Sylwestra.
---------------------
WTOREK 18 GRUDNIA
Zdarzyło mi się,
wracając z miasta, iść za wujkiem. Stąpał prosto, równym krokiem, nad
samym brzegiem głębokiego rowu. Dopiero gdy
zobaczył własną chałupę, począł się zataczać
po całym gościńcu. Na mostku przed domem był już
tak pijany, że nie mógł kroku zrobić. Wybiegła ciotka
z córką, wzięły go pod boki i zaciągnęły do domu.
Mój dziadek z wujkiem, różnili
się jakby przybyli z dwóch różnych planet. Samowystarczalni
na swoich gospodarstwach, każdy rozwijał się w zupełnie inną stronę.
Nie wiedzieli co to tam jakaś poprawność. Nikt się im nigdy nie sprzeciwiał. Dopiero gdy jeden
drugiemu miedzę zaorał, albo wodę puścił na podwórko, krzyku było co
niemiara.
I dzisiaj jeszcze pełno tam
takich samorodków.
Pewnie i ja jestem jednym z
nich.
*********
WIGILIA
********************************************************
CZWARTEK 27 GRUDNIA
W wigilijny wieczór, dziadek
przynosił do domu wielki snop słomy. Sadzano mnie na samym czubku. On rozwiązywał
powrósło, słoma leciała na boki a ja spadałem prosto na ziemię,
bo nie było jeszcze podłogi. Bardzo się tego
bałem.
Potem leżeliśmy na słomie. W
szopce, ruchome cienie pastuszków biegły do żłóbka. Dziadek grał na
skrzypcach a my śpiewaliśmy kolędy.
--------------------
PIĄTEK 28 GRUDNIA
znalazłem się w szpitalu, w
jednej sali z młodym
klezmerem... Ignorował mnie, lekceważył... Nie reagował a jeśli, to krótko,
celnie.
- Chopin? - chandra za ojczyzną, ale
w Paryżu!
- Szymanowski? - Niedoróbki, dobre,
te na skrzypce!
- Beethoven? Cepem po łbie i
drygawki, lubiłem, teraz mniej!
- Mozart? - Haft złotą nitką bez
gruziołków. Cizie za tym, ja też...
- Penderecki? - Plakat na jeden raz,
ale ho! ho!
Zawahałem się...
- No a Bach? - a ten gasnący
chłopiec uniósł się na łokciach
i powiedział mi tak:
- Panie! Odwal się pan! To całkiem inne
drzwi! Zamykane od środka!
Mirosław Perz, muzykolog
----------------------
KONTAKT
CD styczeń
|