|
---------------------
CZWARTEK 1
MAJA
ŚRODA 10 CZERWCA 2009
Wieczorem poszedłem nad Zalew. Wybrałem to
miejsce zamieszkania aby być blisko Skałek.
Na polanach, w lesie dookoła kamieniołomu,
rosną wszystkie kwiaty jakie w życiu widziałem. Wyróżnia się wysoki,
karminowy goździk i drugi, którego nie znam, ciemno-niebieski, podobny
do łubinu.
Wszędzie ogromne winniczki. Mały chłopczyk
liczy je a gdy brat poprawia go, że przecież ten "domek" jest pusty,
-bo ślimaczek poszedł sobie na wycieczkę,
odpowiada tamten. Nieprzyjemny zgrzyt, tak, wlazłem i zniszczyłem na
zawsze żywe stworzenie, które dom swój nosi ze sobą.
Tam gdzie mieszkałem poprzednio, nad
Wisłą, miałem kilka bezpańskich orzechów i planowałem, że powrócę, gdy
przyjdzie czas robienia nalewki, tymczasem tutaj są ich dziesiątki.
Widocznie ta ziemia na skałkach, to dobre miejsce dla kwiatów,
winniczków i orzechów.
------------------
ŚRODA 1 LIPCA

Mieszkaniec osiedla Podwawelskiego napisał
do mnie, że "ciężarówka bez kół" to nie jest żaden samochód, tylko
"ciuchcia" (chociaż ze spalinowym silnikiem) i nie "atrapa" tylko
zabytek.
Poszedłem sprawdzić. Dziadzio grający w
piłkę z wnuczkiem w tej czerwonej czapeczce, chętnie zrobił sobie
przerwę i wyjaśnia.
-Panie, to stoi tutaj już chyba ze 40 lat.
Jeszcze ja się tym bawiłem, moje dzieci a teraz wnuk. A w czasie wojny,
jeździło toto po szynach w kamieniołomie, w którym pracował Papież, tam
gdzie Zalew. I opowiedział mi o tym jak Wojtyła pracował w Solvay'u a
potem namówił dziewczynkę biegnącą tu po schodkach przyczepy, aby
zagrała z wnuczkiem w piłkę a sam zaczął opowiadać o niewidomym
przyjacielu, który zbiera wojskowe orzełki. A ja słuchałem jak turysta
jakiś.
-----------------------------
CZWARTEK 13 SIERPNIA
 
Między Wierzbową a Tyńcem, pozostało 10 km
rajskiego ogrodu. A w nim większość rosnących u nas kserotermicznych
roślin, tzn. takich, które lubią wapienny, suchy i ciepły, stepowy
teren. Pośród nich lata sobie 600! gatunków motyli i błonówek. Takiego
zagęszczenia nie ma nigdzie indziej w Polsce.
Same nazwy tych skarbów: dzwonek
syberyjski, strzęplica nadobna, macierzanka nagolistna, ożota, złoć,
czyściec, gorysz, szczodrzeniec i... bodziszek czerwony. Dwa krzewy
przywędrowały z południa, nie mają jeszcze nawet, podobnie jak motyle,
polskiego imienia: Grimaldia fragrans i Fimbraria saccata.
Nic dziwnego że to miejsce, w
jaskiniach Nad Galoską (18
m) i Na Gołąbcu (25 m), wybrał pierwszy mieszkaniec w Polsce. Jak dawno
przed nami? Niewyobrażalnie. Ten czas ginie gdzieś w pomrokach. 120
tysięcy lat temu. 60 razy nasza era! Na pewno tak jak my, nie miał
ciepłej wody a korytarze biedaczek, musiał oświetlać łuczywem.
I ludzie, którzy odkryli milczenie, też
wiedzieli gdzie wybudować klasztor.
Od tych kwiatów, widoków, zapachów,
wracałem jak po kilku kielichach orzechówki lub jak jaskółka na kółkach
i nagle tuż przy ścieżce, widzę kwiatka, którego wcześniej nie
widziałem. Żółciutki, równiutko wycięty, zadbany, zupełnie jak z
ogródka. Zatrzymuję rower, wyciągam aparat, podchodzę, a z jednego
kwiatka zrobiło się dwa.
-No nie, żeby aż tak się upić jazdą...?!
Dopiero w domu przeczytałem, że ten
wiesiołek, przyleciał z Ameryki Południowej i uciekł z ogródka, czemu
się nie dziwię. Kwitnie tylko wieczorem i w trzy minutki potrafi się
rozwinąć, co widać gołym okiem i nawet słychać uchem. Więdnie dnia
następnego przed południem. Może się kiedyś nauczy, że u nas nie musi
się tak śpieszyć? Taki leczniczy i jadalny krwiściąg wybrał kształty
bardziej trwałe. Ale też niewielu tak jak on, potrafi przeplatać
łodyżkami.

żółte kuleczki-WROTYCZ, purpura
tyryjska-KRWIŚCIĄG, żółty-WIESIOŁEK
w 3 stadiach a także: motyl i mucha.
-----------------------
ŚRODA 9 WRZEŚNIA
Jedno z najpiękniejszych
miejsc na świecie. Mam
dziesiątki takich zdjęć jak te trzy u góry. Jest tam wszystko. Jest
woda, są skały, drzewa, motyle i ze sto orzechów :-) W tym miejscu
pracował Święty. A wszystko to, jak głosi drogowskaz, 2 km od Wawelu a
więc w sercu naszego miasta.
Wczoraj spotkałem tam pana Józefa.
Zagadnięty, zaczął się żalić
-Znów wycięli moje klony.
Nie zrozumiałem.
-Od 20 lat przychodzę tu prawie codziennie.
Mieszkam niedaleko i żeby się brzegi nie osuwały, sadzę kanadyjskie
klony. Nie wszystkie się przyjmują bo ziemia skalista. Ale niektóre są
już taaakie duże, podniósł wysoko rękę. -W ten weekend znów mi trzy
wycięli.
-Kto? pytam.
-Przychodzą, palą ogniska, piją i
po pijanemu wycinają co popadnie bo z tych gałązek to nawet ognia nie
ma.
Rzeczywiście co parę dni z balkonu widzę
dymy nad Skałkami a jak wiatr wieje w tę stronę to lepiej zamknąć okno.
O tej porze roku dookoła Zalewu jest śmietnik. Tuż
przy ścieżce leży ogromna lodówka i butelki, butelki, butelki.
_______________________
SKRZYKNIJMY SIĘ (Znowu?).
Na początek wybierzemy się i posprzątamy ile się
da.
Bo zniszczą nam ten zielony skarb.

---------------------
SOBOTA 19 WRZEŚNIA
"Skrzyknijmy się i posprzątajmy Skałki!"
Usłyszała
to tylko jedna osoba i razem uzbieraliśmy cztery worki śmieci.
Akurat był
Dzień Sprzątania Świata więc robiliśmy porządek na Ziemi.
Przed nami
już tam ktoś był ale chodził tylko alejkami więc niewiele znalazł.
Przypomniało mi to zbieranie grzybów a ponieważ urodziłem się niedaleko
lasu, więc jestem w tym dobry. Wygrzebywałem butelki przysypane liśćmi,
zdarzały się worki ukryte pod korzeniami drzew, jakieś stare ubrania.
Najwięcej leży tego tam, gdzie palono ogniska, talerze, kubki, widelce,
rozbite szkło...
Dlaczego w
takim miejscu, ludzie zostawiają swoje odpady? Pytanie jak ta skała, na
której ćwiczą młodzi alpiniści. Można w nią walić łbem i na nic.
Pozostaje wziąć worek i pozbierać co inni zostawili. To jest jedyna
odpowiedź.
I jeszcze wyrazy podziękowania od rusałki
pawik i kwiatka o gramatycznej nazwie, przymiotno. Czasem, gdy go
zapomnę, nie jestem pewien czy to liczebno, czasowno a może rzeczowno?
------------------------
PONIEDZIAŁEK 21 WRZEŚNIA
Dziś ścigałem policję. Wyprzedzili mnie nyską gdy jechałem nad Zalew. Ja
na rowerze, ile sił w nogach, za nimi. Zniknęli w zaroślach przy drodze
do kotła ze ścianą alpinistów. Droga ślepa więc slalomem pomiędzy
kałużami, złapałem ich siedzących w pracy jak na majówce. Dwóch
chłopców, jeden rozmowny, drugi milczący i niepolicyjnie delikatny.
Opowiedziałem o ogniskach i o klonach pana Józefa.
-Wolno tu
palić? pytam.
-To jest
teren prywatny, mówi ten rozmowny, więc jeśli nie pali się za blisko
lasu, nic nie możemy zrobić.
-A to, że w
nocy dymią na całą okolicę i wycinają młode drzewka?
-Są z
miasta, nie wiedzą, że z tych gałęzi nie będzie ognia.
Na to nie wpadłem. Oni ścinają młode klony
bo są z miasta. I nic się nie da zrobić.
Nad Zalewem spotkałem babcię z trzyletnią Julcią.
-Widzisz,
to jest liść dębu, jak ładnie dookoła wycięty.
Zdziwiłem
się, że taka mała i już ma lekcję przyrody a babcia chwali wnuczkę, że
rozpoznaje brzozę. Zakazuję podpowiadania i pytam
-Jak masz
na imię? Julcia tylko boczy się na mnie.
-Zosia?,
Kasia?, Iwonka?, zgaduję. Ja jestem Antoni a ty? Julcia milczy.
Mieszkają
po drugiej stronie Zalewu, w Pychowicach, przy ulicy, której nie mogłem
znaleźć gdy przymierzałem się tam do kupna mieszkania. Wtedy była to
tylko polna droga wśród odłogów i ugorów. Muszę pojechać, zobaczyć jak
teraz wygląda.
-O
wiewiórka, woła babcia. Czarna, to z gór. Wiem, bom też góralka. Szuka
orzechów.
-Tu ma
jednego, mówię. Rozglądają się dokoła bo nie wiedzą, że ja się tak
nazywam. Łapię za aparat ale czarna wiewiórka biegnąca w krzakach to nie
rusałka na kwiatkach i na zdjęciu jest niewidoczna.
------------------------------
WTOREK 22
WRZEŚNIA
Julcia
miała rację nie odpowiadając. Pytałem ją zawodowo, po belfersku. Dlatego
dziś już nie pamiętam nawet buzi. Babcię widzę a jej nie. Dzieci wiedzą
czy się je traktuje serio czy tylko udaje. W Pychowicach chyba nikt
dotąd tak jej nie zaczepiał. Martynka to
co innego. Siedziała w minibusie-zabawce przed wejściem do ZOO.
Zobaczyła jakiegoś chłopca.
-Jak się
nazywasz? Pyta.
-Piotruś.
-Piotruś,
wsiadaj zawiozę cię do Świnoujścia.
Prościej
nie można.
Albo Tosia.
Stała na środku ścieżki z otwartymi ramionami. Musiałem się zatrzymać.
Za to nauczyłem ją gwizdać na palcach a na złożonych w okarynę dłoniach,
pohukiwać jak sowa.
Tosiu, pozdrawiam -Tosiek.
----------------------------------
CZWARTEK 8 PAŹDZIERNIKA
Ze Skałek widać - Kopiec

i Wawel

-----------------------------------------
PONIEDZIAŁEK 19 PAŹDZIERNIKA
Wracałem ze Skałek. Z drugiej strony, od
Wyłomu, szedł stary człowiek tzn. starszy niż ja. Spotkaliśmy się na
chodniku.
- Ze spacerku? zapytał i nie czekając na
odpowiedź mówił dalej,
- ja teraz to mogę tylko do Zalewu nad
wodę. Pracowałem tam 24 lat to chodzę popatrzeć.
- Pracował pan w kamieniołomie?
- Tak, jako ślusarz. Po wojnie skończyłem
dwuletnią szkołę zawodową i najpierw byłem w Solwayu a potem tutaj.
Wolałem to, bo na świeżym powietrzu a tam smród i kurz. Pochodzę z
Kobierzyna. W czasie wojny stał tam pułk ułanów i ja im karmiłem świnie.
- Polacy?
- Nie, połowa to Ukraińcy. Tu uczyli się
strzelać. Nosiłem wszystko w rękach, ale jestem bystry, złapałem trochę
niemieckiego więc mówię
-Herr Kapitan, ich bin jung und diese
Arbeit ist zu schwer für mich. Skończyłem zaledwie 12 lat. Dali mi
taczki. To była wygoda! Wszystko sobie woziłem - pokazał jak popychał
taczki.
- A w kamieniołomie?
- W kamieniołomie ciągle się coś psuło,
wie pan, kolejka, szyny.
Teraz zrobiono z nich to ogrodzenie
dookoła wody, ale wtedy wożono kamienie do fabryki. Tamtędy - pokazał
ręką w kierunku Łagiewnik.
- I co robiono z tych kamieni?
- Wypalano z węglem drzewnym, ale tylko te
większe. Malizna zostawała tutaj i chłopi przyjeżdżali. Kto chciał to
brał.
-Najpierw wysadzano w powietrze -
wykorzystałem całą moją wiedzę fachową .
-Tak, zakładano ładunki w kilku miejscach
i te duże kamienie trzeba było rozbijać młotem.
- To robił Karol Wojtyła.
- Oszczędzano go, chociaż ja tego nie
widziałem. Potem na taśmę i na sito. Napracowałem się. Krzyże bolą.
Niech pan dotknie, położył moją rękę na zgiętych w kabłąk plecach.
- Gorset. Idzie pan w tym kierunku? To ja
odprowadzę. Wziął mnie pod ramię.
Przeżył 81 lat i choć trochę z tego chciał
przekazać komuś innemu. Dokładnie opowiedział jak dostał talon na
Wartburga, podczas gdy dyrektor miał tylko Syrenkę, ale ciągle wracał do
tego pułku, w którym pracował jako dziecko.
PS. "Człowiek
nie może przeżyć swego życia, nie czyniąc ustawicznych wysiłków, aby je
wyrazić".
Ernst Cassirer
-----------------
KONTAKT
CDN
|