2 SIERPNIA
/ MARZEC
/
BLOG 2009-2016
/ KONTAKT
Rozmowa z Dorotą Sumińską*,
lekarką weterynarii,
publicystką
Ewa Tomkowska: Przeczytałam, że dwa lata temu miała pani w domu 20
zwierząt.
Dorota Sumińska: Nic się nie zmieniło. To koty i psy.
Jakie mają usposobienie?
- By to dokładnie opisać, potrzebowałabym godziny na każdą osobę. Tak,
pies i kot to też osoby, nie ludzkie, ale osoby.
A są w pani rodzinie " osoby", które się szczególnie wyróżniają?
- Wśród psów na pewno wybija się Lolek. Jest niewidomy, dlatego jego
relacje są utrudnione. Stracił wzrok z głodu, upraszczając - " zjadł
swoją siatkówkę". Kiedy się zdenerwuje, gryzie na oślep. Ale tak
naprawdę ma dobry charakter.
Wyróżnia się również Kefirek. Ma ponad 18 lat, ledwie widzi, nie słyszy.
Żyje we własnym świecie. Myślę, że dwoma łapami przekroczył już bramę
św. Piotra.
Bubek kiedyś bardzo dominował nad resztą, ale wraz z wiekiem stał się
bardziej uległy. Mirek to delikatna istota. Jest sporym i postawnym
psem, ale ma duszę elfa. Jego przeciwieństwem jest Sarusia. Malutka,
waży ok. 3,5 kg, ale to lwica. I awanturnica.
Z kotów najbardziej wyróżnia się Eliszka, która nie lubi innych
zwierząt, za to bardzo kocha ludzi. Nie wiem sama, za co.
Każde z nich jest inne! Ich wspólną cechą jest wiek. Poza jednym
wyjątkiem wszystkie są stare.
Macie swoje rytuały?
- Najważniejsze są te poranne. Wszyscy cieszą się z rozpoczęcia dnia.
Wstają i oznajmiają światu, w tym również mnie, że chcą jeść i wyjść.
Ale ja muszę też posprzątać po nocy. Niektórym psom zdejmuję i zmieniam
pieluchy, inne wypuszczam, jednocześnie też zbieram i wycieram bałagan
po nocy, a potem przygotowuję jedzenie.
Koty mają jadłodajnię na pierwszym piętrze. Nie trzeba dla nich
specjalnie szykować jedzenia, ponieważ mają do niego stały dostęp. Ale z
psami mam inny układ. Każdy ma swoją miskę, sztućce i miejsce przy
stole.
Przed śniadaniem, gdy każdy jest głodny, panuje nerwowa atmosfera, którą
najlepiej rozładowują właśnie rytuały. Ja również mam swoje - muszę
wykonywać zawsze te same ruchy, np. stawać w tym samym miejscu, podając
posiłek. Dzięki temu logistyka śniadania staje się prosta i łatwa. Nawet
jeśli ktoś popełni błąd i powstaje zawirowanie, to nietrudno je
wyprostować.
Moja relacja ze zwierzętami jest taka sama jak z ludźmi. Z każdym trochę
inna, bo zależy od ich charakteru. Bywają bardzo delikatne i wrażliwe,
ale są także kołki w płocie.
Chwile, których pani nie zapomni?
- Najbardziej zapadają w pamięć momenty terminalne. Kiedyś mieliśmy
kotkę, która w traumatycznych okolicznościach uniknęła śmierci. Miała 18
lat i choć była w całkiem dobrej formie, miała być uśpiona.
Całe życie mieszkała z jedną osobą. Nie była przyzwyczajona do dużej
rodziny. Gdy przywiozłam ją do domu, zaraz uciekła do łazienki na
pierwszym piętrze. I już tam została. Nigdy nie schodziła na dół. Cały
swój dwuletni pobyt u nas spędziła głównie pod wanną. Ukrywała się i gdy
tylko nas zobaczyła, czmychała.
Któregoś dnia, gdy gotowałam w kuchni, zauważyłam, że
niedostępna Marusia idzie po schodach. Poczułam, że dzieje się coś
wyjątkowego. Gdy już zeszła, podeszła do kanapy i kazała się na
nią wsadzić. Chwilę na niej posiedziała, wszystkie psy podeszły, by
poznać nieznajomego członka rodziny.
Po przywitaniu się poprosiła, by ją zdjąć. Pierwszy raz ją wtedy
dotykałam. Wróciła na górę. Pół godziny później umarła.
Myślę, że przyszła się pożegnać i powiedzieć: " Było fajnie".
Boi się pani o swoje zwierzęta?
- Stresuję się, gdy koty nie wracają na noc. Zazwyczaj niepotrzebnie.
Ale poza tym nie mam powodu, bo w moim domu zwierzęta nie są zagrożone.
Obawiam się tego, na co nie mam wpływu.
Ma pani receptę na " dobrą adopcję"?
- Ale po co recepta na coś prostego? W procesie adopcji nie widzę nic
szczególnego. Gdy dowiaduję się, że gdzieś jest zwierzę potrzebujące
opieki - chore lub starsze - to po prostu je biorę.
Prócz wieku i schorzenia warunkiem wejścia do mojego domu jest
niekonfliktowa natura. To głównie dotyczy psów. Wolontariusza, który
prosi mnie o pomoc dla psa, zawsze pytam, czy pies jest psem na koty lub
psem na psy. Prawdziwy buntownik mógłby zakłócić życie całej rodziny.
Jeśli nie ma konfliktowej natury, to go biorę, a następnie przedstawiam
pozostałym członkom rodziny.
W moim domu zwierzęta to najważniejsze osoby. To ja mieszkam u nich, a
nie one u mnie.
Jedyną rzeczą, której nie wolno im robić, to wprowadzać bojowego
nastroju. Wszystko inne jest dozwolone. Dlatego każdy robi to, co chce.
Zwierzęta same ustalają swój termin przystosowywania się do nowych
warunków. To one mi pokazują, czego potrzebują, i ja to robię.
Uważam przygarnianie starych i chorych zwierząt za obowiązek.
To przez ludzi popadają w niedolę, więc musimy je ratować. Najpierw je
udomowiliśmy, a potem skazaliśmy na banicję.
Zwierzę jest naszym niewolnikiem, nawet jeśli to ukochany pies lub kot.
Decydujemy o jego urodzinach, a później o każdej sekundzie jego życia,
najczęściej włącznie ze śmiercią.
Nawet schroniska kojarzą mi się z targiem niewolników. Na podstawie
zdjęcia wybieramy sobie " przyjaciela", który będzie robił to, co chcemy.
Ja nie jestem rasistką - biorę każdego psa lub kota, który potrzebuje
pomocy. Co mnie obchodzi jego wygląd?
Ma pani coś wspólnego ze swoimi psami i kotami?
- Jak one jestem kręgowcem i ssakiem społecznym. Oddycham tym samym
powietrzem i piję tę samą wodę. Żyjemy wspólnie na jednej planecie.
One mnie uczą życia. Od zwierząt można dowiedzieć się tego samego co od
kochającej siostry, matki czy ojca. Uczuć, emocji, przeżywania,
współczucia i wielu innych wartościowych zachowań.
Jaki byłby świat bez zwierząt, z samymi ludźmi?
- Dużo lepszy niż ten dzisiejszy. Bez cierpienia. Codziennie giną
miliardy podobnych nam istot. Są dręczone w różnego rodzaju
przemysłowych tuczarniach. Gdyby nie istniały, toby nie cierpiały.
Chciałabym żyć w świecie, w którym zwierząt nigdy nie udomowiono. Robiąc
to, ubezwłasnowolniliśmy je, by ułatwić sobie ich wykorzystywanie.
Współcześnie są skazane na potworne obozy śmierci.
Na co według pani lekarze zajmujący się zwierzętami powinni obecnie
kłaść największy nacisk?
- Na profilaktykę chorób. Podobnie jak u ludzi. Najczęściej mam
pacjentów cierpiących na choroby cywilizacyjne i przewlekłe, w których
profilaktyka ma wielką moc. Jeśli chcemy, by zwierzę było zdrowe, musimy
przestrzegać trzech prostych zasad. Regularnie je szczepić, zapewnić
naturalną i zdrową dietę, która w ponad 50 proc. składa się z żywności nieprzetworzonej,
oraz zachęcać do ruchu dostosowanego do wieku i kondycji.
Któregoś pacjenta szczególnie pani pamięta?
- Pewną kotkę, której historia demonstruje wiedzę przeciętnego Polaka.
Przyjechała do mnie, bo miała ulec ciężkiemu wypadkowi i mieć poważny
uraz kręgosłupa. Właściciele byli przerażeni. Gdy ją obejrzałam, okazało
się, że miała po prostu ruję - która prowokowała ją do cyrkowych
wygibasów. Z jej kręgosłupem było
wszystko w porządku.
* Dorota Sumińska to autorka poradników, biografii, powieści i książek
podróżniczych dla dorosłych i dzieci. Pisze również do prasy. Prowadziła
programy telewizyjne, m.in. " Zwierzowiec" w TVP 1, i radiowe -
" Zwierzenia na cztery łapy" w Programie I Polskiego Radia oraz obecnie -
" Wierzę w zwierzę" na antenie TOK FM. Ambasadorka programu "Adopciaki".
Od niedawna w księgarniach można kupić jej baśń pt. " Rani z Sigiriji".
Dorota Sumińska, " Rani z Sigiriji", Wydawnictwo Literackie
" Rani z Sigiriji" to baśń na motywach legendy ze Sri Lanki. Na wyspie na
skale Sigiriji zbudowano pałac sięgający chmur. Miejsce to stało się
zarzewiem walki ludzi z małpimi bogami. Rani, małpa w ludzkim wcieleniu,
nałożnica króla wyspy Dhatusena, ma do wypełnienia bardzo ważną wizję -
urodzić nowe wcielenie króla, który sprawi, że skała nie zostanie
zawłaszczona przez ludzi. Czy jej syn, przystojny książę Kassapa, spełni
wolę małpich bogów?
|