28 MARCA
/ LUTY
/
BLOG 2009-2016
/
KONTAKT
SOKRATES
jak bąk z ręki boga puszczony, siadał miastu na kark;
ono niby koń wielki i rasowy, ale taki duży, że gnuśnieje i potrzebuje
jakiegoś żądła, żeby go budziło.
I zdaje mi się, że czymś takim dla miasta ja właśnie jestem, od boga mu
przydany; ja, który was ciągle budzę i nakłaniam, i zawsze besztam
każdego z osobna po całych dniach, to tu, to ówdzie przysiadając...
Ale może być, że wy się gniewacie jak ten, któremu ktoś drzemkę
przerywa; radzi byście mnie pacnąć i, jak Anytos radzi, zabić mnie
niewiele myśląc.

Potem, byście resztę życia mogli spać spokojnie...
ja o swoje sprawy zgoła nie dbam i spokojnie patrzę na mój dom w
zaniedbaniu, i to już od tylu lat, a ciągle jestem waszym dobrem zajęty.
Prywatnie do każdego przychodzę niby ojciec albo starszy brat, i każdego
namawiam, żeby dbał o dzielność. Gdybym jeszcze za to coś dostawał, brał
jakie honoraria za te roztrząsania dusz, to miałbym jakiś powód...
To u mnie tak już od chłopięcych lat: głos jakiś się odzywa, a ilekroć
się zjawia, zawsze mi coś odradza. cokolwiek bym przedsiębrał, a nie
doradza mi nigdy.
Otóż ano mi nie pozwala zajmować się polityką. A zdaje mi się, że to
zakaz bardzo piękny.
Bo wierzcie mi, obywatele, gdybym się był kiedyś zajął polityką, dawno
bym był zginął i na nic się nie przydał ani wam, ani sobie. Nie
gniewajcie się; ja mówię prawdę. Nie ma takiego człowieka, któremu by
wasz lub jakikolwiek inny tłum przepuścił, jeżeli mu ktoś szlachetnie
czoło stawia i nie pozwala na krzywdy i bezprawia; w państwie;
człowiek, który naprawdę walczy w obronie słuszności, a chce się choć
czas jakiś ostać, musi koniecznie wieść żywot prywatny, a nie publiczny.
WIĘCEJ: Obrona
Sokratesa
WEŹ NIE KŁAM
Nad Wilgą usłyszałem jak jeden z małolatów woła do drugiego,
- Weź, nie kłam!
Znałem to powiedzenie, ale dopiero teraz skojarzyłem, że pasuje ono do
tłumaczenia
tego, co powiedziałaby szwedzka ministra kultury do naszego Piotra.
W blogu "Hippiska i karateka" (LUTY
2019)
- Peter, ta det lugn, przetłumaczyłem jako "Pietrek, ta wyluzuj".
Szwedzi jednak nie mówią "DAJ se spokój", tylko "WEŹ (ten) spokój"
a więc dokładniej będzie "Pietrek, ta weź się wyluzuj!".
I nawet "ta" znalazło tu miejsce, tyle, że po szwedzku
znaczy to "weź".
LEKCJA PRZEWIDYWANIA
Psycholog Philip Tetlock od dwudziestu lat badał zdolność przewidywania
przyszłości przez ekspertów. Sprawdził dwadzieścia osiem tysięcy
prognoz. Średnia poprawnych trafień była taka sama jak u szympansa,
który rzucał strzałką w kierunku odpowiedzi.
Niektórzy z badanych wyróżnili się jednak osiągając wyniki lepsze nie
tylko od małpy, ale także od gwiazd medialnych czy specjalistów
pracujących dla wywiadu lub rynków finansowych.
Aby poznać sposób rozumowania tych superprognostów poprosił jednego z
nich, by ten myślał głośno odpowiadając na pytanie "czy będzie zamach
terrorystyczny w ciągu najbliższych trzech miesięcy roku 2015?". W
styczniu tego roku islamiści zmasakrowali redakcję "Charlie Hebdo" i
wszyscy komentatorzy odpowiadali "zdecydowanie tak!".
|
 |
Superprognosta zaczął od ustalenia podstawowego wskaźnika, to znaczy w
Wikipedii znalazł listę takich zamachów w ciągu ostatnich pięciu lat i
podzielił ich liczbę przez 5. Wyszło mu 1,2 rocznie.
Jednak od czasu Arabskiej Wiosny w roku 2011 świat stał się bardziej
niebezpieczny dlatego podniósł ten współczynnik do 1,5. Po zamachu na
redakcję wzrosła rekrutacja do ISIS a więc należałoby jeszcze bardziej
podnieść ryzyko, ale z drugiej strony zwiększyła się też aktywność służb
bezpieczeństwa czyli trzeba by je obniżyć.
Ważąc te dane zdecydował, że rozsądne będzie przyjęcie 1,8 zamachów
rocznie. Ponieważ z objętego przewidywaniem okresu zostało jeszcze 69
dni więc podzielił je przez 365 i otrzymany ułamek pomnożył przez 1,8.
Ostateczny wynik prawdopodobieństwa zamachu terrorystycznego w tym
okresie wyniósł 0,34 gdzie, jak wiadomo, 1 oznacza całkowitą pewność.
|
WIĘCEJ: Steven Pinker, Nowe Oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką,
humanizmem i postępem 2018
WIĘCEJ: Rok
2019 będzie najlepszy w całej historii ludzkości
UPORCZYWE POLOWANIE CZŁOWIEKA
Na pustyni Kalahari żyje lud San, który podobnie jak nasi przodkowie,
łowi zwierzęta "polowaniem uporczywym". W południowym słońcu ściga je
tak długo aż padną ze zmęczenia.
Antylopy są szybsze i natychmiast znikają z pola widzenia myśliwych ale
ci nauczyli się odczytywać ze śladów, w którym kierunku i jakie zwierzę
biegło oraz jak bardzo było zmęczone. Podążają jego tropem i prędzej czy
później je dopadną, ponieważ pokryta sierścią skóra ssaków się nie poci
a to powoduje udar cieplny.
Antropolog Louis Liebenberg zapisał opowiadanie jednego z buszmenów
wyjaśniające zachód słońca.
"Słońce jest jak antylopa eland, która przemierza niebo a potem ludzie
mieszkający na zachodzie ją zabijają. Czerwona poświata wieczorem, to
krew zwierzęcia. Kiedy już ją zjedzą, rzucają łopatkę na wschód, gdzie
wpada do stawu i wyrasta z niej nowe słońce. Czasami można usłyszeć
świst lecącej w powietrzu łopatki".
Gdy młody tropiciel z Bere opowiedział dokładnie tę historię, podsumował
ją zdaniem, że "starzy ludzie kłamią, ponieważ on nigdy nie widział
lecącej przez niebo łopatki ani nie słyszał jej świstu".
Początki racjonalnego myślenia, ciąg dalszy, Mikołaj Kopernik.
zob. niżej: NAJSTARSZE KLIKANIE
ILE GODZIN TRZEBA BYŁO PRACOWAĆ BY PRZEZ 1 GODZINĘ CZYTAĆ PRZY
ŚWIETLE?
|

|
- 1750 p.n.e. Babilończyk, aby zarobić na olej sezamowy do
lampy,
musiał pracować 50 godzin.
- 1800 Anglik mógł sobie kupić świecę łojową za 6 godzin
pracy.
- 1880 potrzeba było 15 minut pracy na naftę do
lampy.
Przy niej przeczytałem Winnetou.
- 1950 wystarczyło 8 sekund na światło żarówki.
- 1994 już tylko pół sekundy pracy za 1 godzinę
światła ze świetlówki.
Żarówki LED zasilane energią słoneczną pozwalają czytać
po całych nocach za darmo
nawet tam gdzie jeszcze nie dotarła elektryczność.
William Nordhaus, Spadająca cena światła 1996
|
lekkomyślnie opuszczamy ogrody
dzieciństwa ogrody rzeczy
roniąc w ucieczce manuskrypty
lampki oliwne godność pióra
taka jest nasza złudna podróż na
krawędzi nicości
wybacz moją niewdzięczność pióro
z archaiczną stalówką
i ty kałamarzu - tyle jeszcze
było w tobie dobrych myśli
wybacz lampo naftowa - dogasasz
we wspomnieniach jak opuszczony obóz
zapłaciłem za zdradę
lecz wtedy nie wiedziałem
że odchodzicie na zawsze
i
że będzie
ciemno
WIĘCEJ Z. Herbert, Elegia na odejście pióra atramentu lampy
"GREEN BOOK" I "ZIMNA WOJNA"
W obu filmach muzyka gra jedną z głównych ról. W pierwszym są to
klasyczne improwizacje na tematach popularnych melodii, w drugim, ludowe
piosenki i jazz. A więc sztuka i dwie pary, genialny artysta z kierowcą
taksówki oraz para kochanków.
Trzecim aktorem w obu filmach są opresyjne systemy, rasizm i komunizm.
Bohaterowie nie walczą z nimi wprost jednak sama przyjaźń białego
Amerykanina z ciemnoskórym pianistą
oraz miłość kobiety i mężczyzny wystarczą by podważyć absurd martwych
rytuałów służących panowaniu jednej kasty.
Groźne rasistowskie zdarzenia nie są pozbawione komizmu, natomiast z
komunizmem nie było żartów, jedynie bezgraniczne poświęcenie kobiety
ratuje jej ukochanego z więzienia.
Podobnie, w toku dramatycznych zdarzeń widzimy jak zmieniają się
stereotypy kierowcy-rasisty ale także sztywna maska muzyka nabiera
ludzkich odruchów.
Spontaniczność w systemie totalitarnym prowadzi jedynie do tragedii.
Pytanie tylko czy nie jest to wymyślone dla "Zimnej wojny". Nie
wyobrażam sobie na przykład, by ktoś w PRL planując ucieczkę na Zachód,
zrezygnował z niej dla zabawy.
Podobnie, zakończenie w "Green Book" to pełna życia wigilia Bożego
Narodzenia, na której niespodziewanie zjawiają się, para staruszków
sąsiadów oraz samotny pianista.
Pawlikowski natomiast sztucznie podsumował swój romans jakąś symboliczną
quasi komunią i śmiercią w dziurawym kościele.
26 KWIETNIA
/
MARZEC
/
BLOG 2009-2016
/
KONTAKT
OBYWATELSKI PROJEKT
Narzekałem, że na ogromnym Osiedlu
Podwawelskim nie ma ani jednej ścieżki dla rowerzystów. Nawet wzdłuż
nowej drogi przy ICE ułożono tylko brukowane place. Napisałem o tym w
projekcie budżetu obywatelskiego.
Gdy na ulicach przy naszym osiedlu
wprowadzili ruch jednostronny, z balkonu zauważyłem żółte słupki.
Zszedłem na dół zobaczyć i co widzę?
Jest ścieżka rowerowa! Ma
dokładnie 40 kroków.
Nie wiem kto nią będzie jeździł?
Ja nie, bo w tym samym kierunku mam wydeptane, krótsze przejście pod
dębem.
Ale już nie mogę powiedzieć, że na
naszym osiedlu nie ma żadnych ścieżek dla rowerzystów.
Zrealizowano obywatelski projekt.
DZIKIE PSZCZOŁY
W naszym kraju żyje 450 różnych
gatunków pszczół. 90% dziko i samotnie.
Mimo. iż nie produkują one miodu,
w zapylaniu są równie ważne jak te udomowione.
MURARKA
 |
OGRODOWA zapyla 150 różnych roślin i wszystkie rodzaje drzew
owocowych. Gniazdo zakłada wszędzie tam, gdzie znajdzie jakiś gotowy
otwór,
w szczelinach drzewa, w piasku, w murze, w ścianach
i
ogrodzeniach. Skleja kilka komórek, wypełnia je pyłkiem z nektarem i
składa jajka. W części przedniej wylęgają się zapłodnione samice,
które
po
przeobrażeniu swoimi żuwaczkami torują drogę samcom
z
niezapłodnionych jajeczek na tyłach gniazda. |
|
Murarki dorośleją pod koniec lata, ale
pozostaną w gnieździe aż do wiosny następnego roku. Samice choć mają
żądła, to nie są agresywne.
Oprócz ogrodowej mamy jeszcze 17 innych
rodzajów.
MURARKA LEŚNA buduje gniazda w muszelkach
ślimaków. Najpierw wypełnia je mieszaniną pyłku z nektarem, składa
jajeczko i przez dwa dni zakopuje w ziemi a otwór przykrywa trawą
lub igliwiem.
PSZCZELINKA |
 |
NAPIASKOWA - nazwa jej pochodzi od miejsca zamieszkania.
Mimo,
iż żyją samotnie, to ich kolonie liczą nawet tysiące osobników.
Samica
kopie półmetrowy korytarz z licznymi odnogami i w nich składa jajka.
Wokół wejścia usypuje kopczyk o wysokości do 5 centymetrów.
Nie
atakuje ludzi. |
MIESIERKA
 |
Od innych pszczół można ją odróżnić
dzięki jasnemu owłosieniu wokół tułowia. Gniazda ściele kawałeczkami
liści, które wygryza na drzewach. Miesierka różówka do tego celu
używa liści róż. |
WIELKA NOC
tylko dwóch ma tak samo ułożone dłonie, ale jeden prawą a drugi lewą
|
ten będzie
żył życiem chrystusowym,
kto jest
doskonale i absolutnie sobą
Nad bramą świata antycznego
było napisane: „Poznaj samego siebie”.
Nad portalem nowego świata
napisane być winno: „Bądź samym sobą”.
Oto tajemnica Chrystusa.
Kiedy Jezus mówi o biednych,
chodzi mu po prostu o osobowości, podobnie kiedy mówi o bogatych,
chodzi mu o tych, którzy osobowości nie rozwinęli.
Oto, co miał na myśli Jezus.
Powiedział człowiekowi: „Masz cudowną osobowość. Rozwijaj ją. Bądź
sobą. Nie sądź, że twoja doskonałość leży w gromadzeniu albo
posiadaniu dóbr wobec ciebie zewnętrznych. Twoja duchowość jest w
tobie. Jeśli tylko to sobie uświadomisz, nie będziesz pragnął być
bogatym. Spróbuj też pozbyć się własności prywatnej. Powoduje ona
niskie troski, nieskończone zabiegi, ciągłe zło.
Jest
tylko jedna klasa społeczna, która myśli o pieniądzach więcej niż
bogacze – i są to biedni. Biedni nie potrafią myśleć o niczym innym.
Na tym polega nieszczęście bycia biednym.
Jezus powiada, że człowiek
osiąga swoją doskonałość nie dzięki temu, co posiada, nie dzięki
temu nawet, co czyni, ale dzięki temu, kim jest. A zatem zamożny
młodzieniec, który przychodzi do Jezusa, słyszy: „Powinieneś
zrezygnować z własności prywatnej. Powstrzymuje cię ona przed
spełnieniem się w doskonałości. Jest dla ciebie ciężarem.
Brzemieniem".
Swoim przyjaciołom mówi to
samo. Mówi im, aby byli sobą, zamiast wiecznie się zamartwiać innymi
rzeczami. Jeśli ktoś zabierze im szatę, mają oddać mu i płaszcz,
żeby tylko pokazać, że dobra materialne pozbawione są znaczenia.
Jeśli ludzie ich obrażą, nie
powinni im odpowiadać. Cóż to oznacza? Że to, co ludzie mówią o
człowieku, niczego w owym człowieku nie zmienia. Jest tym, kim jest.
Opinia publiczna jest zupełnie bezwartościowa. Nawet jeśli tamci
uciekną się do faktycznej przemocy, oni nie mają im przemocą
odpowiadać. Znaczyłoby to upaść równie nisko. Ostatecznie człowiek
może być wolny nawet w więzieniu. Wolna może być jego dusza.
Osobowość może być niewzruszona. Może zachować spokój.
I, ponad wszystko, nie
powinni wtrącać się w sprawy innych ludzi ani jakkolwiek ich
oceniać.
A zatem ten będzie żył
życiem chrystusowym, kto jest doskonale i absolutnie sobą.
WIĘCEJ: Oscar Wilde „Dusza człowieka w socjalizmie” 1891 r. |
14 KWIETNIA
/
MARZEC
/
BLOG 2009-2016
/
KONTAKT
CÓRKA TRANSTRöMERA
Kiedyś, dawno temu przetłumaczyłem
20 wierszy
Tomasa Tranströmera,
Wczoraj byłem na filmie o nim.
Ponieważ doznał urazu mózgu, przez ostatnie lata życia nie mógł mówić.
Na pytania odpowiadała jego żona a on tylko zaprzeczał lub potwierdzał
czy to właśnie chciałby powiedzieć.
Pytano go o wieloletnią pracę psychologa w zakładzie karnym.
- Czy kontakty z psychopatami wpłynęły na jego widzenie świata? Nie
potwierdził.
- Mając tak wyczerpującą pracę i rodzinę, kiedy znajdował czas i miejsce
by pisać? W każdej wolnej chwili notował pomysły wierszy na kartkach
papieru a później łączył je w jedną całość.
Zamierzał być muzykiem i gra na fortepianie zawsze była dla niego ważna.
Muzyka jest tematem wierszy "C-dur", "Allegro" czy poematu "Gondola
żałobna".
Gdy stracił władzę w prawej dłoni, znajomi kompozytorzy pisali dla niego
utwory tylko na lewą rękę.
Dawniej z żoną wiele podróżowali do miejsc, których nikt nie odwiedza.
Na filmie pokazano jak wspierany przez nią z trudem chodzi po lesie.
W pomieszczeniu gdzie miał być wyświetlony ten film, młoda kobieta
siedząca obok ostrzegła mnie, że będzie tłumaczyć tekst na język
angielski więc może przeszkadzać. Gdy dowiedziała się, że mieszkałem w
Szwecji i przekładałem Tranströmera,
zaczęła mnie namawiać bym porozmawiał z jej sąsiadką, bo będzie to córka
poety. Nie chciałem jej przeszkadzać, ale widziałem jak co chwilę ociera
łzy.
Potem poszliśmy do dużej sali na koncert i znów zobaczyłem córkę Tranströmera.
Siedziała samotnie obok pod ścianą. Podszedłem, opowiedziałem o sobie i,
nie wiem dlaczego, dotykając jej twarzy, otarłem łzę.
poeta z żoną i z córkami
KWIECIEŃ I CISZA
Wiosna leży odłogiem
Aksamitnie mroczny rów
pełznie przy moim boku
nie odbijając żadnego obrazu.
Jedynie żółte kwiaty
świecą.
Jestem niesiony w swoim cieniu
jak skrzypce
w czarnym futerale.
A to jedyne co chcę powiedzieć
lśni poza zasięgiem
jak srebro
w lombardzie.
Tomas Tranströmer
ZBÓJECKA FALA

Wśród marynarzy od dawna krążyły opowieści o ogromnej fali, która
zatapia statki. Traktowano je jednak jak fantazje o Moby Dicku. Wiatr
potrafi rozhuśtać morze najwyżej do wysokości 15 metrów, tymczasem
tonęły ogromne statki takie jak niemiecki barkowiec "München"
a w transatlantyk "Queene Elizabeth" miała uderzyć 25 metrowa fala. W
końcu zmierzono wysokość tej "zbójeckiej fali". Stało się to na
norweskiej platformie wiertniczej ustawionej na środku Morza Północnego.
Jej laserowy miernik zapisał dokładnie, że 25,6 metrów pionowej
wody omal nie wywróciło całej konstrukcji.
Istniały dwie teorie wyjaśniające jak
powstają te olbrzymy,
Jedna z nich mówiła, że gdy zderzą się dwie
fale, których grzbiety i doliny dokładnie pokrywają się ze sobą, wtedy
powstaje fala będąca sumą ich obu.
W innym wyjaśnieniu przyjęto, że fale
zmierzające w tym samym kierunku nakładają się jedna na drugą i w środku
tego szeregu powstaje monstrum.
W ubiegłym roku w Edynburgu przeprowadzono
szereg doświadczeń w wielkim okrągłym basenie. Z fal krzyżujących się
pod kątem 120 stopni wyłonił się ponad dwukrotnie większy od nich
olbrzym.
W 2000 roku sondy satelitarne przeczesujące
ziemskie oceany w ciągu trzech tygodni dostrzegły dziesięć fal powyżej
25 metrów. A więc średnio co drugi dzień gdzieś na globie pływa zabójcza
fala.
SOJUSZ OŁTARZA Z TRONEM
Dyskutując z N. napisałem, że u nas panuje "sojusz ołtarza z tronem". Na
to on zajrzał do Słownika wyrazów obcych i odpisał, że skoro "sojusz"
znaczy "przymierze, związek, umowę, zobowiązanie do współpracy i
wzajemnej pomocy", to w Polsce nic takiego nie ma miejsca.
Gdyby wyszukał znaczenie całego zwrotu, że "sojusz ołtarza z tronem
polegał na popieraniu władzy przez Kościół, i na odwrót", to trudniej
byłoby mu zanegować to stwierdzenie.

Jak jeszcze inaczej można wyjaśnić tę różnicę?
Trzeba oddzielić ZNACZENIE od SENSU.
ZNACZENIE jakiegoś pojęcia przekazuje tylko jego ogólny, wirtualny
potencjał i znajduje swój konkretny SENS dopiero gdy użyjemy je w
zdaniu.
ZNACZENIE jest wyodrębnioną, jednostkową całością, natomiast SENS
stanowi pewną ciągłość z kilku wyrazów i dlatego wyrwanie jakiegoś słowa
z kontekstu nazywamy manipulacją.
Gdyby N. miał zamiar przyjąć to co napisałem, wziąłby pod uwagę SENS
całego stwierdzenia.
Czepiając się tylko pojedynczych słów, można każdą metaforę sprowadzić
do absurdu, bo przecież tron nie może zawrzeć sojuszu z ołtarzem. Co
najwyżej można go na nim postawić.
KOJFOWAŁEM NA URBAN SZMATY
Antoni Kurka pracował jako zarządca aresztów we Lwowie. W roku 1896
wydał Słownik polsko-złodziejski, który oprócz słów używanych przez
więźniów, zawiera też rozmówki -
zdania, których postronni słuchacze nie powinni rozumieć:
Kojfowałem na urban szmaty i zagrabiłem kireję i nastygi, ale peda
szpanował i czepił mię za parkan, a ja wystawił.
Większości tych słów nie znalazłem w słowniku gwary więziennej, ale są
tam i takie, których dziś nie trzeba nikomu tłumaczyć, zadomowiły się w
mowie potocznej:
DYCHA - 10 zł,
FAGAS - dawniej tylko lokaj,
FORSA - u Kurki znaczyła łapówkę,
FRAJER - to samo co dziś,
GRABIĆ - kraść, autor słownika musiał je wyjaśnić, podobne jak:
GWIZDNĄĆ,
KIECKA - 100 lat temu używana tylko w mowie więziennej,
KIMAĆ - klawisz nie mógł się domyślić czyli KUMAĆ, że więzień śpi.
MIKRUS - dziś nawet dziecko to rozumie,
PUKAWKA - pistolet.
 |
Bezdomni domokrążcy zostawiali sobie tylko znane znaki na bramach
i płotach.
Informowały one czy warto pukać do drzwi, czy lepiej omijać
to gospodarstwo.
|
 |
Astrid Lindgren napisała pełną przygód książkę
o włóczędze, który zaprzyjaźnił się
z chłopcem z Domu Dziecka i wędruje z nim po wsiach, ucząc go takiego
sposobu na życie.
Po wielu latach pamiętam Allana Edwalla, który w filmie "Rasmus
i włóczęga" nie grał beztroskiego
i mądrego trampa.
On nim był.
|
DIETA A MOWA
Głoski "W" i "F" wymawiamy przygryzając dolną wargę górnymi zębami.
Jest to możliwe bez najmniejszego wysiłku ponieważ dolna szczęka
-żuchwa- jest lekko cofnięta. Nie zawsze jednak tak było.
Myśliwi-zbieracze, którzy musieli mocno i długo przeżuwać twarde kawałki
mięsa, mieli górną szczękę ustawioną dokładnie nad dolną i dlatego nie
wymawiali tych głosek. Dopiero gdy nasi przodkowie zostali rolnikami i
zaczęli odżywiać się delikatnymi produktami ze zbóż, zmienił się ich
zgryz i odkryli możliwość wymawiania dwóch nowych dźwięków.
Symulacje komputerowe potwierdzają, że dzięki nagryzowi o 30 procent
łatwiej wymówić te głoski labiodentalne (wargowo-zębowe) oraz, że w
mowie ludów zbieracko-łowieckich występują pięć razy rzadziej.
Gdy pojawiły się one wśród rolników na Bliskim Wschodzie a potem dotarły
na nowe tereny, stały się oznaką wyższego statusu społecznego. Ten, kto
potrafił je wymawiać, sygnalizował bogatszą dietę a więc i lepsze
zdrowie.
Być może częściej też występują w wyrazach, które zaistniały bliżej
naszych czasów takich jak wiedza, wiara, filozofia czy fauna.
prawdopodobieństwo występowania głosek "W" i "F" na przestrzeni wieków
Wykres ten pokazuje, że obecnie mniej więcej połowa języków na świecie
zawiera "W" i "F"
(górna gałąź) a druga połowa nie posiada tych głosek, na przykład język
japoński.
|