koniczyna
rzepik
ogórecznik
facelia
gryka jak śnieg biała
W
parkach i wzdłuż szos trwa wysiew 600 kg nasion tych 20 kwiatów.
Facelia
i gryka specjalnie dla pszczół.
Z
BALKONU: JESZCZE NIGDY NIE WIDZIAŁEM SKAŁEK
TAK WYRAŹNIE
3 km
na rowerze
Ze
szczytu tej skarpy zrobiłem zdjęcie będące u samej góry tłem
tytułu ZADOMOWIENIE.
Na
prawym brzegu widać na nim mój dom z oknem pośrodku. Tam jest
też balkon, z którego sfotografowałem te Skałki.
JAK
PRZETŁUMACZYĆ ŚPIEW ZIĘBY?
W
mieście, na wiosnę, oprócz stałych bywalców, gołębia, kruka,
wrony czy sroki, można jeszcze zobaczyć któregoś z tych pięciu
ptaków:
KOS,
DROZD, ZIĘBA, PIERWIOSNEK, KAPTURKA.
Sam
widziałem tylko kosa na trawniku obok naszego kościoła i nad
Wilgą a drozda kilka razy słyszałem w Skałkach. Pierwiosnka -
ptak a nie kwiatek - i kapturki rodzaju żeńskiego, nie znałem
nawet z nazwy.
Rozejrzę
się za ziębą.
Najpierw warto poznać jej śpiew.
Wychwalany przez ornitologów Przewodnik Collinsa tak go
opisuje:
"zit-zit-zit-zit-set-set-set-czat-cziteriidia.
Cztery "zity", trzy "sety", jeden "czat" i "cziteriidia".
Ja usłyszałem jak powtarza cztery frazy po sobie, ale
ich zakończenie zapisałbym raczej jako pipipi-tju a nie
cziteriidia.
A na
końcu jeszcze kilka dodatkowych zitów.
Ponieważ
opisano lokalne dialekty śpiewu zięby, więc ta różnica, to może
stąd, że piosenki pochodziły z dwóch regionów. Przełożono też
jej śpiew na zrozumiały język i brzmi on ponoć tak: czekaj,
czekaj, coś zrobiła, a widzisz.
"Mój
święty Antoni, na którego palec wsunąłem swojego czasu sygnet,
jest biedniutki i prymitywny. Stoi w małym, zniszczonym
kościółku pomiędzy szarymi kamienicami, wśród nieuporządkowanych
po zniszczeniach wojennych ulic śródmieścia Neapolu, w kościele
biedaków. Prawie nikt tu nie przychodzi, w niedzielę na mszy
widać pięć, sześć osób.
Przez
trzy lata w tym kościółku czasami coś znajdowałem i
otrzymywałem".
Sandor
Marai, Dziennik tom II rok 1952 s.192
WIDAĆ CO BYŁO
NIEWIDOCZNE
Nauczyłem się imion
wszystkich
DRZEW,
które widzę za oknem aż do samego lasu na
SKAŁKACH, ale codziennie rano i
wieczorem podziwiam tylko mój dąb. Dotychczas zawsze był "naszym
dębem", myślę jednak, że tym razem może być tylko mój. Za każdym
razem widzę go jakby pierwszy raz w życiu.
Jego gałęzie bez
składu i ładu wypełniają każdą najmniejszą wolną przestrzeń.
Wiją się, tańczą i rozpychają jak żywe istoty. Mógłby go
namalować Jackson Pollock i Jan Matejko też, zamiast Bitwy pod
Grunwaldem.
Teraz codziennie
będzie zmieniał kolory. Zaczął od oliwkowego a zakończy ciemną
zielenią. Zasłoni ulice, samochody i ludzi. Siedząc bez przerwy
w domu, dopiero tego roku, pierwszy raz po jedenastu latach
zauważyłem, że przesłaniał mi też inne drzewa.
Na
przykład dwa wyrastające ponad czteropiętrowe bloki, świerki.
Jeden
daleko po lewej stronie a drugi po prawej bliżej, przyprószony
bielą kwiatów i brzozy.
Na pewno też zauważę
kiedy
jerzyki wrócą z Afryki,
bo codziennie widzę, że ich jeszcze nie ma. W poprzednie lata
nagle któregoś dnia w maju zjawiały się i czarnymi nożyczkami
cięły niebo na kawałki.
Muszą już być pewnie
gdzieś w Europie. Kiedyś, gdy kamery będą lekkie jak piórko,
może obejrzę jego podróż. Selma Lagerlof w "Cudownej podróży"
zamieniła krnąbrnego chłopca w krasnoludka i siedząc na
grzbiecie lecącego do Laponii gąsiora, mógł poznawać Szwecję.
Gotycki kościół
Bożego Ciała na Kazimierzu przygotowuje się na ich przylot
odsłaniając otwory, by mogły się w nich zagnieździć. Wabić ma je
stary telefon komórkowy, w którym rano i wieczorem odzywa się
budzik. Sygnałem jest nagrany
gwizd jerzyka
jak diamentem po szkle, na granicy
ultradźwięków.
Teraz widać to, co
było niewidoczne.
WIDZIAŁEM "DANUTĘ
W."
Książki nie czytałem,
bo wydawało mi się, że znam już wszystkie fakty.
I rzeczywiście
znałem, ale to nie to samo, co usłyszeć o nich w jeden wieczór z
komentarzem pani Danuty.
Gdy w roku 80. Wałęsa
odprawił wspaniały show w Malmo, pamiętam tylko, jak zażartował,
że musi się o coś żony zapytać, czy mu pozwoli?
Potem ludzie zaczęli
wychodzić i przy drzwiach zrobił się straszny tłok. Stałem tam i
widzę jak tłum napiera na filigranową żonę Wałęsy. Rozłożyłem
ręce, by ją chronić i mówię:
- Pani Danuto, proszę
się nie bać.
Jej życie jest
niesamowite.
Takie opowieści
słyszy się tylko w bajkach.
Dziewczyna z biednej
wsi wpada w oko cyklonu i walczy aż do utraty przytomności.
Gdy ją w szpitalu
odratowano mówi, że wtedy się "obudziła dla siebie". Wcześniej
nigdy nie myślała o sobie, żyła tylko dla męża, swojej jedynej
wielkiej miłości. Rodziła mu dzieci, najpierw czterech chłopców
pod rząd, a potem cztery dziewczynki. Czasem czuła się jak
przedmiot, który przerzucają z miejsca na miejsce.
Jednym z
najczęstszych zwrotów, obok ciągle powtarzanego: "mój mąż" -
nigdy inaczej - był: "on mi nigdy nic nie mówił". (Dobrze to,
czy źle?).
Z wielu
najważniejszych zdarzeń nic nie pamięta, nie docierały do niej,
wykraczały poza jej wyobraźnię (i naszą też). Na przykład
nierzeczywisty obraz gdy "jej mąż" stojąc nad bramą Stoczni
przemawia do tłumów.
Jedno wydarzenie, za
które podziękowała "swojemu mężowi", że ją tam wysłał, opisała
szczegółowo. To odbiór Nagrody Nobla. Bardzo ładnie odczytała
mowę ani razu nie odrywając wzroku od kartki.
W tej świątyni
zastygłych rytuałów i pompy, był to świeży wiatr z innego
świata.
I jeszcze sto innych
zdarzeń.
Ja też tam byłem,
miód i wino piłem...
W serdecznościami
wielkimi
Krystyna Piotrowska
KOSMICZNE LATARNIE
W 1971 roku zauważono
gwiazdę, która z odległości 5 miliardów lat świetlnych pulsowała
w naszym kierunku jak morska latarnia, dlatego nazwano ją
blazarem.
Dziś wiemy, że nie
jest to światło gwiazdy tylko strumienie plazmy. Wyrzuca je 800
milionów razy bardziej masywna niż Słońce, czarna dziura. Jest
to ta część materii, która zasysana przez grawitację z krążących
wokół galaktyk, nie mieści się w niej i z ogromną energią
zostaje odbita w kosmos.
Teleskop Fermiego
zarejestrował już kilka tysięcy blazarów, widocznych niekiedy aż
z jednego krańca Wszechświata na drugi.
rysunek
fotografia
Blazar 3C 279 można
obserwować na zdjęciach, które wykonał Teleskop Horyzontu
Zdarzeń.
Składa się na niego
osiem radioteleskopów, które w różnych miejscach kuli ziemskiej,
zsynchronizowane, rejestrują te same zdarzenia. To tak, jakby
czasza teleskopu miała rozmiar Ziemi. Dane, których jest zbyt
dużo na obserwację online, zapisane na setkach twardych dysków,
przetwarzane są w obserwatoriach MIT - USA i Maxa Plancka w
Niemczech.
ODPORNOŚĆ ZAMIAST
OCHRONY
Podczas gdy wszystkie
kraje starają się chronić swoich obywateli przed zarażeniem
nowym wirusem,
Szwedzi przyjęli
odmienną strategię wyjścia z epidemii.
Ponieważ nie wiadomo,
kto roznosi tę chorobę i nie da się odizolować chorych od
zdrowych, więc lepiej, by wszyscy się na nią uodpornili.
Dzieci chodzą do
szkoły, na ulicach pełno ludzi (wyżej, Sztokholm 25 marca), na
stokach narciarskich trwa sezon. Jedynie nie wolno organizować
spotkań dla więcej niż 50 osób.
Nawet jeśli większość
się zarazi, organizm sam ma pokonać chorobę i zyskać odporność,
której teraz nam brak. Tym, którzy walkę z wirusem będą
przechodzić bardzo ciężko, trzeba pomóc specjalistyczną opieką w
szpitalach. W ogromnej hali targów w Sztokholmie, armia
przygotowała szpital polowy na kilkaset łóżek intensywnej
terapii. Na razie nie był potrzebny.
Jeśli to takie
logiczne i proste, dlaczego inne państwa nie stosują tej metody?
Jest jeden niezbędny
warunek techniczny a drugi taktyczny.
Trzeba mieć
odpowiednio przygotowaną służbę zdrowia, która będzie w stanie
przyjąć wszystkich ciężko chorych i po drugie tych, którzy będą
potrzebować respiratora, nie może być zbyt wielu w tym samym
czasie. Czyli liczba zarażeń powinna się rozkładać równomiernie.
Ponieważ Szwedzi, jak mało który naród, żyją na dystans, więc te
założenia mogą się spełnić.
Przy okazji ujawnił
się jeszcze jeden charakterystyczny rys tego kraju. W wywiadzie
dla gazety premier Lovgren powiedział, że trzeba się liczyć z
"tysiącami ofiar śmiertelnych". Pytany o tę wypowiedź główny
epidemiolog Tegnell odparł, że "nie zgadza się z taką oceną" i
to on odpowiada za całą strategię. W Szwecji urzędy państwowe są
niezależne od rządu.
60 procent Szwedów
popiera te działania.
O MILCZENIU
"Ortega pisze o tym
milczeniu, na którym - oprócz mowy i działania - upływa nam
życie: o tym, w jaki sposób milczymy wobec świata o sobie
samych. Na życie składa się nie tylko to, co czynimy i o czym
mówimy, lecz także to, co przemilczamy. Milczenie jest
także uczynkiem, podobnie jak mowa czy działanie. Ale nie
wystarczy milczeć. Trzeba jeszcze wiedzieć, o czym milczymy.
"Każda mowa była dla
nich zwyrodniałą formą milczenia; o ile bardziej czcza jest
poezja będąca zwyrodniałą formą mowy! …Wobec literatury
wykazywali tę samą prymitywną inteligencję, jaką niekiedy widać
w oczach psa... Gdy pracowali, milczenie ich trzech stanowiło
jedyne ziarno sensu w świecie przechwałek, wymówek i retoryki".
Bez przerwy słyszymy
o uchwalanych w dzień i w nocy nowych regulacjach prawnych.
Obecnie najczęściej dotyczą one obrony przed pandemią. Nie wiem
jak obszerne są wszystkie ustalenia o ochronie naszego zdrowia.
W Dzienniku Ustaw
Stanów
Zjednoczonych jest to ponad 10 tysięcy stron .
Licząc, że na każdej
stronie jest około tysiąca słów, w sumie wychodzi, że
na program opieki
zdrowotnej w USA użyto 11 milionów słów.
Zapis Konstytucji
Stanów Zjednoczonych to 4543 słów
a Deklarację
Niepodległości zapisano przy pomocy 1458 wyrazów.
Podobnie jest tam w
innych dziedzinach. Na legislację umowy Partnerstwa Transpacyficznego
potrzebowali 5554 stron i dwa
miliony wyrazów, co po wydrukowaniu daje stos o wysokości
jednego metra.
drzewo wielopniowe (wielopienne)
Tak działa państwo
administracyjne (biurokratyczne).
Nikt oprócz paru
wtajemniczonych prawników, nie jest w stanie rozeznać się w tych
labiryntach?
Ten, kto ma
pieniądze, może ich sobie wynająć i w tym gąszczu znajdą
odpowiednie kruczki na korzyść swojego klienta.
A najgorsze, że skoro
dziś odwaga, dzielność, prawdomówność... mniej się liczą, nie ma
nikogo, kto by wiedział, czym zastąpić ten prawny słowotok.
WIĘCEJ:
Niall Ferguson, Rynek i Ratusz
PLANOWANIE TO
SNUCIE DOMYSŁÓW I HIPOTETYCZNE PRZYPADKI
Przez ponad 20 lat
prawie codziennie planowałem kilka lekcji na dzień następny.
Ponieważ nie miałem żadnego programu do realizacji, jedynym
ograniczeniem były moja wiedza i wyobraźnia. Poznałem nowoczesne
metody, pisałem o wpływie teorii językowych na sposoby
nauczania, eksperymentowałem z internetem (PEDAGOGIKA).
Najbardziej jednak fascynowało mnie wychodzenie poza wszelkie
hierarchiczne i przestarzałe ramy.
Wiadomo, że
najczęściej uczymy tak, jak nas uczono a jeśli zmiany wprowadza
odgórnie państwowe ministerstwo edukacji, to stworzy taki
system, jaki panuje w jego kręgu. Rewolucje pedagogiczne
zapoczątkowali pojedynczy geniusze jak Freinet czy Montessori.
Dlatego zaskoczyło
mnie dość niepoprawne określenie planowania przez Henry
Kissingera, który kierował ogromną biurokratyczną machiną
ministerstwa spraw zagranicznych USA. Jest ono oderwane od
rzeczywistości a tymczasem jego autor dobitnie wpłynął na realny
kształt dziejów.
"Planowanie, to
snucie domysłów o przyszłości i opracowanie hipotetycznych
przypadków. Oni zaś są tak zajęci przypadkami rzeczywistymi, że
nie w głowach im teoretyczne".
Snucie domysłów,
hipotetyczne a nie rzeczywiste przypadki, przecież to "bujanie w
obłokach". Może i tak być, ale to jedyny sposób, by nie dreptać
wstecz po tych samych pruskich ścieżkach. Zob. niżej.
Rok 1957. Elisabeth
Eckford jako pierwsza próbowała przełamać rasistowską barierę
idąc do High School w Little Rock. Wejście do szkoły zablokowała
jej Gwardia Narodowa.
NASZ SYSTEM
SZKOLNY CIĄGLE JESZCZE NAŚLADUJE PRUSKIE METODY
W XIX wieku Niemcy
odnosili duże sukcesy w nauce i w przemyśle. Nic więc dziwnego,
że inne kraje zaczęły przyjmować ich sposoby kształcenia
młodzieży. Te z kolei były wzorowane na pruskiej armii a więc w
istocie było to przysposobienie wojskowe.
W gimnazjach chłopców
sadzano według wyników w nauce. Na przedzie ci najlepsi, a na
końcu słabi.
Podobnie zresztą było
jeszcze w moim liceum gdzie, choć nikt nam nie wskazywał które
miejsca mamy zająć, w pierwszych ławkach zawsze siedzieli
prymusi.
W sławnych
niemieckich uniwersytetach w Getyndze, Heidelbergu czy Jenie
profesorowie tyranizowali studentów jak wojskowi służbiści.
Wybitny socjolog Max Weber nie mogąc znieść koszarowego systemu,
załamał się nerwowo.
Bezwzględnie wpajana
hierarchia, dyscyplina i posłuszeństwo kształtowały doskonały
materiał na żołnierzy. Co jakiś czas musieli oni gdzieś
wyładować tę swoją długo tłumioną agresję
i z entuzjazmem szli
na rzeź.
W I. wojnie światowej
wzięło udział 70 milionów ludzi.
We Francji i w
Niemczech mundur przywdziała jedna piąta wszystkich obywateli i
aż 80 procent dorosłych mężczyzn.
Na frontach II. wojny
światowej walczyło 110 milionów mężczyzn.
Od 16% ze Związku
Sowieckiego, 18% z USA, do 25% z Wielkiej Brytanii. Zginęło 30
milionów. Całe jedno pokolenie młodych ludzi poprowadzono na
śmierć.
Jeszcze większe były
straty wśród ludności cywilnej.
Według L. po wojnie
pozostały w Europie dwa typy ludzi: ci, którzy zachowali domy, i
ci, którzy je stracili. Ja należę do drugiej grupy. Jesteśmy
wielką rodziną. Bo dom to co innego niż mieszkanie.
A jednak nie opłakuję
go. Może wyjadę z kraju, a może zostanę tu i umrę.
Obie te rzeczy
łatwiej będzie zrobić bez domu.
Sandor
Marai, Dziennik tom I. s.283. Pierwszy rok po wojnie.
Trzeba mi grodzić sad,
Trzeba mi zboże młócić!
Przyszedłem na ten świat
I nie chcę go porzucić!
Moje okna wychodzą na
zachód, dlatego często oglądam
zachody słońca.
Ale czasem zdarza
się, że słońce pojawi się także wcześnie rano, albo przed
południem.
Nigdy jednak nie
widziałem tak pięknego jak dziś - foto 1- niestety, to nie to.
Promienie były tak
wyraźne jak w złotej monstrancji i mogłem patrzeć wprost bez
mrużenia oczu.
Pojawiało się na
moment i natychmiast znikało. WIDEO:
słonko na dachu
Kiedyś wracając z
kościoła wieczorem, zobaczyłem słońce na ławce w parku i było to
tak dziwne, że nie mogłem uwierzyć własnym oczom.
PS.
W powieści
Thorntona
Wildera "Most San Luis Rey", którą
Sandor
Maraizabrałby ze sobą jako jedną z pięciu na bezludną
wyspę, przeczytałem hiszpańską pochwałę pięknej kobiety: "Do
protegowanych doni Clary należał kartograf De Biasiis (swe
Mapy Nowego Świata dedukował on marquesie de Monemayor;
jakąż uciechę sprawiało jej rodakom w Limie czytanie, że jest
ona "podziwem swego miasta i słońcem wschodzącym na zachodzie").
A w tej powieści
biedny franciszkanin szuka odpowiedzi na pytanie dlaczego
właśnie tych pięciu ludzi przechodziło przez most nad rzeką w
Limie i gdy ten pękł na pół, oni jak "pięć trzepoczących się
mrówek" spadli w przepaść. "Albo żyjemy z przypadku i umieramy z
przypadku, albo żyjemy według planu i umieramy według planu".
JESZCZE DINOZAUR CZY JUŻ PTAK?
W
Birmie znaleziono głowę dinozaura zatopioną w
bursztynie sprzed 99 milionów lat.
Był mniejszy od
najmniejszego dziś kolibra hawańskiego, który ma 6 cm długości.
I był drapieżnikiem,
w jego dziobie naliczono 30 ostrych jak igły ząbków.
W miejscu oczodołów
przylegają zewnętrzne kościane płytki z małymi otworami, przez
które wpadało niewiele światła, więc zapewne musiał polować
tylko w dzień. Oczy umieszczone po obu stronach głowy, nie
pozwalały mu też na widzenie stereo.
Nazwano go
Oculu-dent-avis.
Jest to zbitka trzech
słów: oka, zęba i ptaka.
Część paleontologów
uważa go za dinozaura, podczas gdy inni mówią, że to już ptak.
Mamy tu znany
językoznawcom problem granicy pojęć jak w przykładzie: czy
szklany pojemnik już jest wazą, czy jeszcze szklanką,
W książce "How to Do
Things whith Words?" ("Jak działać słowami?") J. L. Austin
podaje przykłady jak bardzo słowa wpływają na rzeczywistość. Gdy
umawiamy się na spotkanie, albo składamy przysięgę ślubną,
stwarzamy wszystko to, co wydarzy się w przyszłości.
Tym samym tropem
podąża Charles
Taylor. Powieści Dostojewskiego otworzyły przed nim
nieznany świat i zachowania ludzi wcześniej niedostępne.
Nasze działania
zaczynają się od intuicji, którą musimy sformułować i rozwinąć,
dopiero na końcu w pełni zobaczymy, czy o to nam chodziło.
Islandia - domy torfowe
Podobnie jest z
poznawaniem drugiego człowieka, które nazywa etnograficznym. I
nie chodzi mu o obce plemiona mówiące językiem
PIRAHA.
Nawet najbliższych sobie ludzi nigdy nie zrozumiemy do końca i
każda głębsza rozmowa zaczyna się od "czegoś o tobie nie
rozumiem".
Rozbierają blaszane garaże, bo
w tym miejscu będzie park kieszonkowy, na który głosowaliśmy w
ramach obywatelskiego budżetu. Nasz dąb, pomnik przyrody nie
będzie już rósł na śmietniku.
Człowiek z natury
jest ignorantem. Najczęściej ignorantem do kwadratu, bo nawet
nie wie o tym, że nim jest.
Od zawsze fascynowała
mnie woda. Wydawało mi się, że wiem o niej wszystko.
Wielokrotnie pisałem
tutaj, zamieszczałem piękne fotografie i
GIFy. Każdego dnia - i dziś też
- patrząc jak leci z kranu, podziwiam, że mam źródło w domu. W
jednym z opowiadań starałem się opisać jej cudowność
poprzez doświadczenie niewidomego, który poznaje ją tylko
dotykiem.
I po tylu latach, po
raz pierwszy zadałem sobie pytanie, skąd ona się wzięła na
Ziemi?
Okazało się, że
badający naturę też tego nie wiedzą na pewno. Ale to co innego
niż ignorancja, bo mają dwie odpowiedzi. Gdy wydawało mi się, że
już nic mnie nie zdziwi bardziej niż to, że dwa niewidoczne gazy
połączone razem stają się, płyną, lecą, ciałem stałym, płynnym,
lub lotnym, dowiaduję się, że to, czym tak beztrosko szastam
codziennie w kuchni i w łazience, pamięta czasy gdy jeszcze nie
było Słońca ani Ziemi a więc sprzed 4,6 miliardów lat.
Wodór został
wytworzony zaraz po Wielkim Wybuchu a więc prawie 14 miliardów
lat temu, natomiast tlen wyprodukowały w swoich wnętrzach
wielkie gwiazdy, które świeciły na długo przed Słońcem. Gdy jako
supernowe eksplodowały, rozsiały w Kosmosie węgiel, azot, siarkę
i tlen. W obłokach molekularnych tlen łączył się z wodorem w H2O
i powlekał cienką warstwą lodu drobiny minerałów. Z takiego
obłoku wyłoniły się Słońce i Ziemia. A z odrobinek lodu mamy
oceny, morza, rzeki, jeziora i herbatę w szklance na moim stole.
Za 300 lat dotrze do
obłoku Oorta, w którym krążą biliony komet. Spotkanie z
najbliższą gwiazdą czeka go za 40 tysięcy lat. Minie wtedy
czerwonego karła Gliese 445 w gwiazdozbiorze Żyrafy.
ZOBACZYĆ ALPY W
SUDETACH!
Najpierw napisał
program, który oblicza jak daleko można widzieć w zależności od
temperatury i ciśnienia powietrza.
Czasem, podczas wyżu,
pojawia się warstwa ciepłego powietrza i temperatura wraz z
wysokością zamiast spadać, rośnie. Jest to tak zwana inwersja,
podczas której następuje silniejsze ugięcie światła, co
pozwala widzieć dalej niż zwykle.
Do dalekich
obserwacji konieczna jest także przejrzystość powietrza, która
zależy od tego, skąd wieje wiatr. Powietrze kontynentalne z
południa i wschodu niesie mnóstwo pyłów, dlatego najlepsze jest
arktyczne.
Sprawdzając wysokość
gór, można się przekonać, że jest w Polsce miejsce, z którego
teoretycznie można zobaczyć Alpy. To
Śnieżnik (1434 m) w Sudetach. Z jego szczytu w
dogodnych warunkach powinno być widać alpejski Schneeberg (2076
m) - nomen omen - Śnieżną Górę.
Mając te dane
Krzysztof Strasburger czekał na odpowiednie warunki pogodowe.
Pojawiły się 2
stycznia. Sprawdził jeszcze widok z czeskich kamer na Śnieżce i
o 16.00 był na Śnieżniku. Niestety, zobaczył wyraźnie kilka
słowackich szczytów, bliżej, Białe Karpaty, ale Alp nie było
widać. Wiedział, że o zachodzie widoczność może się poprawić i
rzeczywiście, gdy Słońce zaczęło się obniżać, dostrzegł ciemną
smugę, której wcześniej tam nie było.
Był to
odległy o 281 km Schneeberg, a na lewo od niego jeszcze dalszy
Rax - 292 km. :
- 257 km z Tarnicy w
Bieszczadach - rumuński szczyt Vladeasa.
REKORD EUROPY
- 440 km z Pirenejów
- Alpy Delfinackie we Francji.
KSIĘŻYC, BALON I
LATARNIA NA ULICY TWARDOWSKIEGO
Odległość z Ziemi do
Księżyca 384 400 km.
POLICZONO JAK SIĘ
WLECZE CZAS I PRZESTRZEŃ
Ciągle zmieniamy
miejsce w przestrzeni, natomiast sama przestrzeń pozostaje
nieruchoma.
Takie jest nasze
doświadczenie i tak głosi teoria Newtona. Co innego wynika z
obliczeń Einsteina.
Jeśli jakaś masa na
przykład wiruje, to porywa ona za sobą otaczającą przestrzeń jak
łyżeczka wodę gdy mieszamy herbatę. Podobnie Ziemia obracając
się wokół swej osi, wlecze za sobą nie tylko chmury czy
powietrze, ale także samą przestrzeń i czas.
Aby to zmierzyć
potrzeba jednak kosmicznych wielkości.
Dlatego obserwowano
stygnącą gwiazdę (biały karzeł), która mimo iż nie jest o wiele
większa od naszej planety, to jest od niej 300 tysięcy razy
bardziej masywna i wykonuje kilka obrotów na minutę.
Wokół niej z dużą
prędkością krąży wirująca wokół własnej osi 150 razy na minutę
gwiazda neutronowa (pulsar) a więc w ciągu minuty 150 razy
docierają do nas jej fale radiowe.
pulsar
na orbicie białego karła wlecze czasoprzestrzeń (układ
inercjalny)
Obserwując to
zjawisko przez 20 lat, wyliczono spowolnienie czasu i zmianę
kierunku osi obrotów (precesję) pulsara dokładnie tak, jak
przewiduje teoria Einsteina.
W ubiegłym roku znów
na świat najwięcej przyszło Antków - aż 8550.
Bardzo bym chciał
wiedzieć dlaczego rodzice wybrali to imię?
Moja mama modliła się
przed figurką św. Antoniego u Reformatów w Jarosławiu i dlatego
tak mnie nazwała. Lubię tego franciszkanina, który gdy miał
poślubić panią Biedę, to najbardziej żal mu było książek.
PADWA
- bazylika i grób św. Antoniego
Dawno temu jechałem
do Padwy autostopem. Padał deszcz. Zatrzymał się tir i do
miasta, w którym jest grób świętego, przyjechałem w nocy.
Poszedłem do parku, by się przespać na ławce, ale natychmiast
przyplątał się jakiś podejrzany typ. Miałem przy sobie wojenny
sztylet. Wyjąłem go i powiedziałem - arrivederci amigo i amigo
odszedł.
Również dzisiaj, do
czytania w "Biegunach", wypadł mi rozdział p.t. Sprzedawcy
imion.
W pewnym
dalekowschodnim mieście, w malutkich sklepikach sprzedaje się
imiona. Po wielu zawiłych zabiegach i medytacji, pisarz siada
przy biurku nad ryżowym papierem i z pędzelkiem w ręku czeka aż
mu się objawi imię. Czasem spada ono nagle jak kleks, kiedy
indziej marudzi i trudno je zamknąć w słowach a gdy w końcu się
zjawi bywa, że rodzice nie są zadowoleni. Woleli by to był
"Blask Księżyca", albo "Nieustraszony" a tymczasem otrzymali
"Pętlę", bo tak nazwał swojego syna Budda.
Zawsze jednak mogą
spróbować jeszcze raz i kupić imię u innego sprzedawcy.
PS. 1-Zuzia,
2-Julcia, 3-Zosia.
1-Antoś, 2-Jaś, 3-Kubuś.
KSIĄŻKI,
DZIEWCZĘTA I SERIALE
Przyszedłem po
książki. Siedzę na krześle w zagraconym pokoju. Nie mogę go
opisać, bo język, nawet taki jak nasz, w którym wyrazy stawiamy
gdzie nam się podoba, porządkuje i rzecz natychmiast staje się
rzeczownikiem, z którym robi coś czasownik a ozdabia
przymiotnik. Wszystko łączy spójnik i wyrównują liczby, rodzaje
i przypadki.
Tymczasem ten bałagan
był tak wielki, że nic nie zostało nawet nazwane. Jak przez mgłę
widziałem zawalone papierami, ciężkie, starodawne biurko. Z
sąsiedniego pokoju wyszły dziewczyny i mówią, że książki jeszcze
nie są gotowe. Jedna, którą dobrze zapamiętałem, poszła to
sprawdzić i nagle przed sobą widzę stos tomów różnej wielkości i
kształtów, związanych szarym sznurkiem. Ucieszyłem się, że nie
ma wśród nich książki bez tytułu, którą będę mógł sobie
natychmiast przeczytać.
W międzyczasie
opowiadałem im o serialu "Babilon Berlin". Nie obchodzi mnie
jego treść, bo wszystkie te motywy widziałem już wcześniej wiele
razy. Jest w nim natomiast dokładnie pokazane miasto, w którym
lęgnie się nazizm. Mali chłopcy porządkują jakiś park a dwóch
innych w mundurkach ze swastyką na ramieniu, strzela do nich z
łuku. Za chwilę jeden ze sprzątaczy celuje do tarczy i mówi, że
to ciekawsze niż zbieranie śmieci.
I wtedy się
obudziłem.
Próbuję teraz znaleźć
w rzeczywistości to, co mi się śniło.
Najłatwiej jest z
serialem, bo tak ostatnio oglądam Netfixa. Pokazują niezwykle
ciekawe realia w różnych krajach, natomiast treść przenoszą z
miejsca na miejsce prawie niezmienioną, bo musi być potworne
morderstwo, które detektyw lub policjantka - najczęściej ona -
przez kilkanaście godzin stara się rozwiązać. Sprawdzili, że
tego chce widownia na całym świecie.
Książki u introligatora wzięły
się stąd, że wczoraj znalazłem na półce
tomik
wierszy Transtromera, który sam skleiłem.
Składa się on z kartek ksero.
Druk jest tylko po jednej stronie, więc na tej czystej
zapisywałem przekład.
Tak było najwygodniej gdy
tłumaczyłem go po kryjomu na konferencjach dla nauczycieli.
TRZY STROFY
I
Rycerz i jego żona
skamieniali lecz szczęśliwi
na wieku trumny unoszącym się
poza czasem.
II
Jezus uniósł monetę
z profilem Tyberiusza
profil bez miłości
władza w obiegu.
III
Ociekający miecz
gładzi wspomnienia.
W ziemi rdzewieją
trąbki i bandolety.
Książka bez tytułu to
"Przyjemność. Dlaczego lubimy to, co lubimy?" Paula Blooma,
którą teraz czytam. W rzeczywistości jest ona ebookiem i pewnie
dlatego nie było jej we śnie wśród papierowych. Profesor na
wydziale psychologii w Yale wyjaśnia dlaczego każdy chce
obejrzeć oryginał Mony Lisy, choć przecież kopie jej są
doskonałe? Podaje to jako jeden z wielu dowodów, iż jesteśmy
esencjalistami. Nawet dzieci wiedzą, "że jest coś wewnętrznego i
niewidocznego co, oprócz siusiaka, odróżnia chłopców od
dziewczynek".
Bałagan w biurze, to
u informatyków, którzy niedawno naprawili mój komputer i potem
długo szukali go na półkach w kilku pokojach.
A dziewczyny są
wszędzie, u Buczka, w Empiku, w restauracjach i w kiosku
warzywnym,
choć żadna z nich nie
przypomina tej ze snu.
POMÓŻ ZBUDOWAĆ DOM
DLA TYCH DZIECI
Agnieszka, córka
mojej przyjaciółki Ewy, mieszka we Włoszech i od roku 2013
podczas urlopu pomaga w prowadzeniu domu dziecka w Kenii.
Ponieważ sierociniec
stracił prawo najmu, zaczęli budować własne pomieszczenia.
Teraz dowiedziałem
się jeszcze, że na brzuchu mają cewkę (kolofor) służącą im do
picia lub do pielęgnacji ciała. Aparat gębowy jest schowany w
puszce głowowej i wysuwa się gdy pożerają bakterie,
mikroskopijne grzybki, nicienie i szczątki organiczne w lasach.
Na Ziemi pojawiły się przed owadami, do których mylnie je
zaliczano. Żyją też na Antarktydzie i Arktyce, odnaleziono je w
gruzińskiej jaskini na głębokości do 2. tysięcy metrów.
I u nas można spotkać
Hypogastrura jak podskakuje sobie na śniegu.
STARSZY NIŻ ZIEMIA
Ten kawałeczek skały
ma 7 miliardów lat.
Jak to możliwe, że
jest on na Ziemi, która istnieje tylko 4 miliardy lat?
węglik
krzemu
To są
resztki gwiazdy, która ginąc, wyrzuciła w kosmos mnóstwo
materii. Cząsteczki te krążyły w naszej galaktyce łącząc się z
drobinami, z których później uformował się Układ Słoneczny.
Pył
gwiezdny, który krąży w kosmosie, jest bombardowany kosmicznym
promieniowaniem. Powoduje to powstawanie nowych pierwiastków. Im
dłużej pozostaje pod wpływem tych promieni, tym więcej
pierwiastków zawiera. Wiek tej drobiny, mierzącej 8 mikrometrów
(milionowych części metra), ustalono badając zawartość izotopów
szlachetnego gazu neonu.
CIĄG DALSZY
"TRZECH SPOSOBÓW MÓWIENIA" - początek zob. niżej.
Teologię negatywną
można rozumieć na dwa sposoby.
Pierwszy, że
wszystkie zaprzeczenia Dionizego służą oczyszczeniu
ludzkiego obrazu Boga. Mówiąc, czym Bóg nie jest, tym mocniej
wskazują, że on JEST.
W drugim przypadku,
odwołując się do logiki widzimy, jak Dionizy w każdym zdaniu
miesza ze sobą dwa różne poziomy językowe. Powoduje to zapętlenie
podobne do tego, gdy
powiemy: "to zdanie jest fałszywe". Jeśli ta wypowiedź jest
fałszywa, to znaczy, że nie jest prawdą, że jest fałszywa, ale
równocześnie nie może być prawdziwa, skoro mówimy, że jest
fałszem.
Twierdzenie, które
równocześnie jest prawdziwe i fałszywe traci swój sens.
Escher
Gdyby Dionizy znał
pracę Tarskiego o semantycznej teorii prawdy (1), wówczas każdą
swoją myśl ująłby w dwóch różnych zdaniach.
Na przykład:
1- Bóg nie jest
wyobrażeniem.
2- Jest prawdą, że
"Bóg nie jest wyobrażeniem".
Pierwsze zdanie
powstało na poziomie przedmiotowym i stwierdza pewien fakt.
Natomiast zdanie
drugie nic nie mówi o Bogu, jest tylko oceną zdania pierwszego a więc należy do metajęzyka.
3- I na końcu warunek
prawdy: zdanie drugie jest prawdziwe tylko wtedy, jeśli
prawdziwe jest pierwsze zdanie przedmiotowe.
Mieszanie tych
poziomów uniemożliwia porozumienie, bo jak pokazałem powyżej na
przykładzie zapętlenia, takie zdania tracą swój sens.
Trzecie zdanie,
ponieważ orzeka o zdaniu drugim, należy już do meta-meta języka.
A na którym poziomie
znalazłoby się zdanie powyższe?
(1)
WIĘCEJ: Alfred Tarski, Prawda i dowód. Studia filozoficzne
1984, nr 2.
PS
Warto przypomnieć, że
językiem podstawowym dla ludzi wierzących nie są filozoficzne
rozważania,
tylko modlitwa.
"...pełny rozwój
osobowości ludzkiej polega na jej zatraceniu się w osobowości
Boga".
- R. Garrigou - Lagrange
TRZY SPOSOBY
MÓWIENIA
O Bogu można mówić na
trzy różne sposoby: metaforycznie, teoretycznie lub w sposób
negatywny.
Gdy mówimy, że Bóg
jest naszym ojcem,
to wychodząc od tego, co dobrze znamy,
przenosimy cechy rodzica na Stwórcę.
Tylko w dzieciństwie
wyobrażamy Go sobie jako człowieka,
Ciało natomiast
zostaje zastąpione przez abstrakcyjne teorie filozoficzne.
Kiedyś podstawą była
tu wywodząca się od Arystotelesa, filozofia tomistyczna.
Trzeci sposób
mówienia oparty jest na założeniu, że ludzki język fałszuje
prawdę o Bogu i dlatego trzeba zaprzeczać wszystkiemu, co można
o Nim powiedzieć.
Pseudo-Dionizy
Areopagita - VI w - w swojej "Teologii mistycznej" pisze: "Bóg
nie jest ani duszą, ani intelektem, ani wyobrażeniem, ani
mniemaniem, ani rozumem, ani pojmowaniem, ani słowem.... ani
synostwem, ani ojcostwem, ani niczym innym, co jest nam znane.."
Opuściłem tu
kilkanaście podobnych zaprzeczeń, które podkreślają, że prawda o
Bogu jest niewysłowiona.
Po co więc mówić,
skoro trzeba zaprzeczać wszystkiemu, co można powiedzieć?
Uzasadnienie podaje
Damazjos - VI w - pisząc, że "w każdym z nas jest jakiś element
niewysłowienia". A więc skoro wiemy, że pewnych doświadczeń nie
da się ująć w słowa, więc rozumiemy, co znaczy, że Bóg jest
Tajemnicą.
CD wyżej.
WIĘCEJ:
Bartosz Brożek, Marzenie Leibniza. Rzecz o języku religii. 2016
Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka,
której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu;
jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
nie było przykro podnieść się i odejść;
jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć,
kiedy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat:
kto ci powiedział,
że wolno ci się przyzwyczajać?
kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?
Widocznie brakowało mi
jakiegoś genu, który sprawia, że gdy tylko przystanie się na dłużej w
jakimś miejscu, zaraz zapuszcza się korzenie. Wiele razy próbowałam, ale
moje korzenie zawsze były płytkie i wywracał mnie byle jaki podmuch
wiatru...
Moja energia bierze się z
ruchu - z trzęsienia autobusów, z warkotu samolotów, z kołysania promów
i pociągów.
Jestem poręczna, nieduża i
dobrze spakowana. Mam mały żołądek, niewymagający, mocne płuca, zwarty
brzuch i silne mięśnie ramion. Nie biorę żadnych leków, nie noszę
okularów, nie używam hormonów. Strzygę włosy maszynką, raz na trzy
miesiące, prawie nie stosuję kosmetyków. Mam zdrowe zęby, może niezbyt
równe, ale całe, tylko jedną starą plombę, bodaj w dolnej lewej szóstce.
Wątrobę mam w normie. Trzustkę - w normie. Nerkę prawą i lewą w
wyśmienitym stanie. Moja aorta brzuszna jest w normie. Pęcherz moczowy -
prawidłowy. Hemoglobina - 12,7. Leukocyty - 4,5. Hematokryt - 41,6.
Płytki krwi - 228... i tak dalej. Moje IQ - jeśli się w to wierzy - 121;
wystarczy.
Zob. niżej 1-JAK W RODZINIE
2-GENDERLEKTY 3-PIRAMIDY
Gdybym porównał moją wiedzę
na temat różnych języków i kultur a potem narysował wykres, to najwyższy
słupek, powiedzmy 10 centymetrów, przypadłby angloamerykańskiej.
Następnie 7 cm zajęłaby
Skandynawia gdzie mieszkałem przez 32 lata. Po 5 cm dałbym francuskiej,
włoskiej, niemieckiej i rosyjskiej.
A ile zajęłaby kultura, o
której czytałem w książkach historycznych, odwiedzałem jej zabytki,
pracowałem z nauczycielami tego języka i prawie codziennie czytam o niej
w wiadomościach?
Chodzi o świat arabski.
Słupek mojej wiedzy na ten
temat, proporcjonalny do poprzednich o ile w ogóle byłby widoczny, to
wznosiłby się na wysokość (raczej nizinę) ułamka milimetra.
Czytam esej o języku arabskim
i nie mogę uwierzyć, że nic nie wiem o niezwykłym sposobie w jaki
powstają w nim nowe słowa. Niejednokrotnie pisałem tu o ciekawych
przypadkach etymologii naszego języka np. że razem z moimi licealistami
znaleźliśmy ponad 70 wyrazów pochodzących od słowa "stać". Do rdzenia
STA/STO dodawaliśmy różne przy- lub przedrostki i tak powstawały nowe
wyrazy - jeden z nich jest także w tym zdaniu.
ALFABET
ARABSKI
Natomiast w języku arabskim
rdzeń stanowią dwie lub trzy spółgłoski (wszystkich jest 28),
do których, lub między nie,
dodaje się samogłoski (jest ich tylko trzy: a-i-u, długie lub krótkie)
i otrzymujemy nowe słowo.
Na przykład -M-M to
rdzeń, który znaczy "iść", "prowadzić".
Jeśli poprzedzimy go
samogłoską U będzie UMM czyli "matka", a gdy zakończymy głoską A,
to UMMA oznacza "naród" (macierz), "lud", lub "światową wspólnotę
muzułmanów".
IMAM - nie
trzeba tłumaczyć.
G-R-B = zejść. ALGARB
(AL - rodzajnik określony) - zachód słońca. Dlatego zachodnią część
muzułmańskiego świata nazywamy MAGHREB. Angielski
Trafalgar Square - zachodni skwer.
H-B-B = mądrość. HABIB
- ukochany.
U-M-D = chwalić
dziekować. MUHAMMAD (Mahomet) - chwalony.
J-H-D = walczyć,
trudzić się. JIHAD - walka a MUJAHIDUN
- wojownik.
J-Z-R = odciąć. ALJAZIRA
-wyspa, Algeria, stacja TV.
K-B-R = wielki,
wspaniały. ALLAHU AKBAR - Bóg jest największy.
K-L-F = zmienić. KALIFA
- następca Mahometa.
S-L-M = być
bezpiecznym, poddać się. SALAM - pokój, ISLAM
- poddanie się Bogu, MUSLIM.
Ze słownika arabskiego
wybrałem tu kilka wyrazów, które powstały z paru spółgłosek i mogą się
nam jakoś kojarzyć. W naszym języku mamy ich więcej. Na przykład z
rodzajnikiem AL: ALchemia, ALkohol, ALgorytm, ALgebra, ALkaliczny, ALlah,
Algeria, a w formie zmienionej ELiksir, Arsenał, Azymut, Hazard,
Adobe (cegła suszona, lub IT), a także cukier, kawa, kuskus, jaśmin,
materac, szyfr, zenit, zero, itp.
WIĘCEJ: Gaston
Dorren, Babel - w dwadzieścia języków dookoła świata 2019
Język japoński to dwa
równoległe dialekty, jeden dla kobiet a drugi dla mężczyzn, ale istnieje
kraj, w którym takich dialektów jest aż pięć. Dwa z nich różnią się od
siebie tak bardzo, jakby były obcymi językami.
Najpierw dzieci uczą się mowy
NGOKO. Można w niej wyrazić każdą myśl a słowa stylistycznie są
neutralne. Jednak nie wolno tak mówić poza domem. W miejscu publicznym
trzeba używać języka KRAMA. Tysiąc wyrazów tego pierwszego ma swoje
specjalne synonimy w drugim. Wyrażają one posuniętą do granic uległości,
uprzejmość. To tak, jakbyśmy do każdej osoby mówili: "jaśnie wielmożny
pan raczy zauważyć, co ja niegodny sługa pozwolę sobie napomknąć".
Między NGOKO a KRAMA sytuuje
się dialekt pośredni MADYA. Oprócz tego drugi i trzeci z tych poziomów
mają jeszcze dwie odmiany, WYSOKĄ i UNIŻONĄ. Pierwsza zawiera blisko
trzysta słów wywyższających zwanych honoryfikatorami, a druga
trzydzieści modestywnych, które podkreślają uniżenie mówiącego.
Piramidę Gunung Padang
budowano przez kilka tysięcy lat.
W XIV i XV wieku na wyspie
Jawa istniało potężne królestwo Majapahit z wysoko rozwiniętą kulturą,
która oddziaływała na archipelag indonezyjski i Półwysep Malajski. Po
roku 1500 wojny i masakry doprowadziły do klęski głodu i migracji. Gdy
tereny te podporządkowała sobie Holenderska Kompania, w rządzeniu
posługiwała się ludźmi z dawnych wyższych sfer. A ci upokorzeni przez
obcokrajowców, odbijali sobie to stosując wyszukane formy poniżania
gorzej sytuowanych rodaków.
Obecnie zamiast reformować
dawną mowę, większość przyjmuje język malajski, w którym nie ma KRAMY.
Jedynie 12 procent matek z klasy średniej rozmawia z dziećmi po jawajsku.
WIĘCEJ: Gaston
Dorren, Babel - w dwadzieścia języków dookoła świata 2019
Język jak powietrze i woda
powinien być dostępny każdemu według jego potrzeb. I ze mną tak było.
Nigdy nie brakowało mi kogoś do rozmowy czy książek do czytania. Jednak
dopiero w Szwecji dowiedziałem się ile zabrała nam dyktatura ciemniaków.
Na przykład najlepsze czasopismo: "Kultura" paryska, najmądrzejszych
pisarzy: Miłosz, Gombrowicz, Herling-Grudziński, Bobkowski i piszących
prawdę historyków jak Pobóg-Malinowski.
Takie ograniczenia zawsze
kiedyś się kończą, dlatego bardziej bezwzględni dyktatorzy sięgają
głębiej i gwałcą sam język.
Najbardziej drastyczne
przykłady można znaleźć w Azji.
W Japonii kobiety i mężczyźni
mówią dwoma różnymi genderlektami. Język kobiet powinien być uprzejmy i
łagodny dlatego wybierają one wyrazy archaiczne i formy dłuższe. Pani
domu zamiast "siądźmy do kolacji" powie: "zasiądźmy do wieczerzy".
Mówiąc o sobie użyje zaimka "ja" = ATASHI podczas gdy wyraz BOKU
zarezerwowany jest dla mężczyzny. Może on też w zdaniu "to jest pająk"
opuścić "jest", czego nie wolno robić kobiecie. Będzie szczebiotać
używając przeznaczonych tylko dla niej słówek wyrażających zachwyt i
niepewność. Obie płcie różni także wymowa. Wszystko to ma stwarzać z
jednej strony wrażenie ogłady i wdzięku, z drugiej, brawury i siły.
Różnice te sięgają okresu
Heian (794-1185 - poniżej makieta stolicy Heian-kyo, dziś Kioto).
Wtedy to zakazano kobietom
używać słów chińskich, które podobnie jak u nas łacina, miały świadczyć
o wykształceniu i wiedzy. Zgodnie z normą konfucjańską, paniom wolno
było mamrotać cicho pod nosem nie kończąc zdań, ponieważ "kobieta
odzywająca się bez pozwolenia, może zniszczyć porządek rodziny i
społeczeństwa". Prowadziło to do powstania specyficznych genderlektów,
"mowy dam dworu" a w czasach nam bliższych, "mowy uczennic".
Obecnie normy te nieco się
rozluźniły, ale w księgarniach internetowych można znaleźć ponad
siedemdziesiąt podręczników dobrych manier a w nich takie rady: kobieta
może przydać sobie powabu posługując się językiem swojej płci, wtedy
będzie postrzegana jako elegancka, mądra, piękna, szczęśliwa i kochana.
WIĘCEJ: Gaston
Dorren, Babel - w dwadzieścia języków dookoła świata 2019
Niedawno pisałem jak
Szwedzi
zaczęli mówić do siebie per "ty" (sierpień 2019).
Tymczasem w niektórych językach
azjatyckich zaimki osobowe "ja" i "ty" mają kilka różnych form.
Wietnamczycy zwracają się do
siebie tak, jakby wszyscy byli jedną wielką rodziną, a wybór zaimka
zależy od płci, statusu drugiej osoby, a przede wszystkim od różnicy
wieku. Jeśli jest ona zbyt duża, to mówią: ciociu - CHAU, lub wujku - BAC, siostrzenico, bratanku, czy
wnuczko. Równolatki są dla siebie "bratem" i "siostrą", ewentualnie z
dodatkiem "starszy"/"starsza". Nawet najbardziej neutralna
forma TOI używana jest tylko przez przyjaciół, inaczej mogłaby być odebrana jako wywyższanie
się.
Ponieważ to samo słowo znaczy
zarówno "ja" jak i "ty", więc jego konkretne
znaczenie zależy od kontekstu.
Tak więc zanim się
coś powie, najpierw trzeba dokładnie ustalić z kim ma się do czynienia.
Doświadczyłem tego
na pielgrzymce z Warszawy do Częstochowy, gdzie wszyscy mówią do siebie
"siostro" lub "bracie". Nie wiedziałem o tym i gdy pierwszy poznany pielgrzym
powiedział:
- to ja odwiedzę brata w
Szwecji - zapytałem go, w którym mieście mieszka jego brat?
WIĘCEJ: Gaston Dorren, Babel
- w dwadzieścia języków dookoła świata 2019
Zapytałem kogoś, kto
dobrze zna Biblię, dlaczego mówimy: Baranku
Boży, któryGŁADZISZgrzechy
świata...skoro po szwedzku jest:: Baranek Boży, który ZABIERA (tar
bort) grzechy świata?
JEGO ODPOWIEDŹ:
...zacznę od łaciny: "Agnus Dei,
qui tollis...", tollo = podnosić, usunąć, oddalić.
W wersji greckiej to "airon" -
czyli imiesłów czynny = oddalający, zabierający.
W Ewangelii wg św. Jana w
wersji ang. mamy: "takes away" = zabiera, odbiera.
Problem jednak w tym, że Jan
Chrzciciel powiedział to po aramejsku.
Sądzę że "gładzić'
jest skróconą formą od "zgładzić", a to z kolei oznacza
"zabić, unicestwić".
O ile pamiętam,
w Biblii jest "zgładził ostrzem miecza".
ZNÓW JA:
...to znaczenie
jest wojownicze, dalekie od ducha Ewangelii i od
przekładów w innych językach.
Może "gładzisz"
użyto jako "WYRÓWNUJESZ", skoro "grzech" wywodzi się z
prasłowiańskiego: "krzywizna", "odchylenie"? Potwierdzałby
to cytat z Izajasza, którego używał Jan Chrzciciel:
PROSTUJCIE
ścieżki dla Niego!
Każda dolina
niech będzie WYPEŁNIONA,
każda góra i
pagórek ZRÓWNANE,
drogi kręte
niech się staną PROSTYMI,
a wyboiste
drogami GŁADKIMI!
Łk 3,4
"Prawdziwy Bóg jest zwierzęciem. Jest w
zwierzętach tak blisko, że aż go nie dostrzegamy. Codziennie się za nas
poświęca, wielokrotnie umiera, karmi nas swoim ciałem, odziewa nas w
swoją skórę, pozwala na sobie testować lekarstwa, żebyśmy mogli żyć
dłużej i lepiej. Tak okazuje nam przywiązanie, obdarza nas przyjaźnią i
miłością...
- Dowód znajduje się w Gandawie.
- Każdy go może zobaczyć - powiedziała
Aleksandra. - W środku miasta stoi katedra a tam, w ołtarzu jest wielki
piękny obraz... "Adoracja Baranka".
Stałym gościem mojej siostry
jest Fela, jamnik sąsiadów. Już pierwszego dnia była z nami całe
popołudnie. Potem pomagała
przy sadzeniu drzewek. Zawsze przynosi mi kamyk, bo wie, że
mogę się tak bawić z nią bez końca. Dla niej, być może, to ciągle
jeszcze jest praca. Albo jedno i drugie.
Teraz przybiega tylko czasem
zaproszona na
obiad.
Wczoraj jadła sos z resztkami
mięsa, a ja stałem obok z aparatem. Nagle przerwała ucztę i zaczęła
szukać kamyka. Gdy go przyniosła, rzuciłem na drogę, a ona szybko
znalazła i położyła przede mną. Po trzech razach jednak znów wróciła do
miseczki z jedzeniem. Gdy skończyła, siostra stanowczym głosem
rozkazała:
- Fela, wracaj do domu!
I jamniczka natychmiast
posłusznie podreptała na swoje podwórko.
"Od rana pada deszcz.
Chwilami mży i wtedy szyba, pokryta tysiącami kropelek, przypomina
kryształ. Niektóre krople klucząc między tymi, co już nieruchome,
osuwają się w dół i jakby się ścierały stają się coraz mniejsze, aż
w końcu zatrzymują się i one. Tylko te największe prują prosto i
zbierając po drodze inne, giną u dołu okiennej ramy.
Poi si torno all'eterna
fontana - Potem się wraca do wiecznego źródła. C.
S. Lewis, Smutek.
Widziałem podobną instalację w Bunkrze
Sztuki. Na wystawie były dzieła korzystające ze zjawiska chaosu,
tzn. procesów niemożliwych do przewidzenia. Każdy ślad spadającej
kropli jest inny, ponieważ ciągłe najmniejsze, nawet niewidoczne
zmiany, wpływają (dosłownie) na ich ruch".
Powyższy GIF nie jest dokładną
ilustracją tamtego opisu ponieważ co sekundę się powtarza a więc
spadanie kropel można przewidzieć. Jest też dość ciemny a wtedy
świeciło słońce i krople naprawdę były podobne do kryształów.
Fotografowałem z ręki, dlatego w
ruchach aksamitek widać jak oddycham.
PORZUCONA
Siedziała przy ogródku działkowym nad Wilgą. Gdy się
zatrzymałem, by jej zrobić zdjęcie, rozciągnęła się i kilka razy
obróciła z boku na bok a potem podeszła do mnie.
Z
bliska wyglądała okropnie. Chuda, sierść wyliniała, ale
najbardziej przejmujące było jej miauczenie. Słabe, skrzekliwe,
bez żadnego wyrazu i zupełnie monotonne.
Nie
patrzyła na mnie i nie podchodziła bliżej jakby wiedziała, że
jej nie przygarnę, ale jeszcze gdzieś głęboko miała zapisaną
pamięć, że do człowieka można się zbliżyć.
Z
naprzeciwka wyszła dziewczyna z dużym psem. Przywołała go do
siebie i przypięła na smycz.
Kiedyś, dawno temu przetłumaczyłem
20 wierszyTomasa Tranströmera,
Wczoraj byłem na filmie o nim.
Ponieważ doznał urazu mózgu, przez ostatnie lata życia nie mógł mówić.
Na pytania odpowiadała jego żona a on tylko zaprzeczał lub potwierdzał
czy to właśnie chciałby powiedzieć.
Pytano go o wieloletnią pracę psychologa w zakładzie karnym.
- Czy kontakty z psychopatami wpłynęły na jego widzenie świata? Nie
potwierdził.
- Mając tak wyczerpującą pracę i rodzinę, kiedy znajdował czas i miejsce
by pisać? W każdej wolnej chwili notował pomysły wierszy na kartkach
papieru a później łączył je w jedną całość.
Zamierzał być muzykiem i gra na fortepianie zawsze była dla niego ważna.
Muzyka jest tematem wierszy "C-dur", "Allegro" czy poematu "Gondola
żałobna".
Gdy stracił władzę w prawej dłoni, znajomi kompozytorzy pisali dla niego
utwory tylko na lewą rękę.
Dawniej z żoną wiele podróżowali do miejsc, których nikt nie odwiedza.
Na filmie pokazano jak wspierany przez nią z trudem chodzi po lesie.
W pomieszczeniu gdzie miał być wyświetlony ten film, młoda kobieta
siedząca obok ostrzegła mnie, że będzie tłumaczyć tekst na język
angielski więc może przeszkadzać. Gdy dowiedziała się, że mieszkałem w
Szwecji i przekładałem Tranströmera,
zaczęła mnie namawiać bym porozmawiał z jej sąsiadką, bo będzie to córka
poety. Nie chciałem jej przeszkadzać, ale widziałem jak co chwilę ociera
łzy.
Potem poszliśmy do dużej sali na koncert i znów zobaczyłem córkę Tranströmera.
Siedziała samotnie obok pod ścianą. Podszedłem, opowiedziałem o sobie i,
nie wiem dlaczego, dotykając jej twarzy, otarłem łzę.
poeta z żoną i z córkami
KWIECIEŃ I CISZA
Wiosna leży odłogiem
Aksamitnie mroczny rów
pełznie przy moim boku
nie odbijając żadnego obrazu.
Jedynie żółte kwiaty
świecą.
Jestem niesiony w swoim cieniu
jak skrzypce
w czarnym futerale
A to jedyne co chcę powiedzieć
lśni poza zasięgiem
jak srebro
w lombardzie.
Tomas Tranströmer
"Pięknoduchy sądzą, że poezja
rodzi się wtedy, gdy w codziennych zjawiskach poeta dostrzeże coś
więcej, wizję.
To podejście sentymentalne,
platoniczne.
Poezja rodzi się wtedy, gdy
poeta z siłą wizjonerskiego talentu ujrzy